KTO RZĄDZI GMINĄ OŁAWA?

 

 

Nowy-stary wójt Gminy Oława
– Jan Kownacki z Gaci -
i nowa-stara Rada Gminy Oława znowu złamali wiele przepisów prawa na szkodę mieszkańców a na korzyść oligarchów.

 

11 grudnia 2014

 

Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu wyrokiem z dnia 22 listopada 2014 r. znowu unieważnił w całości kolejną już uchwałę Rady Gminy Oława, tym razem nr XXXVII/204/2012 z dnia 28.12.2012 r. o zmianie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla miejscowości Marcinkowice, Stanowice, Jankowice, Lizawice, Sobocisko, Zabardowice, Gaj Oławski, Miłonów, Marszowice w gminie Oława.

 

Uchwała o zmianie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tylu miejscowości, to dokument zawierający około 100 stron i wiele szczegółowych map. Stworzenie takiego dokumentu wymaga kilku miesięcy pracy dużego zespołu fachowców z różnych branż, w tym profesjonalnego biura urbanistycznego, które wykonuje między innymi mapy, a także całego szeregu branżowych uzgodnień z różnymi organami kontrolnymi, głównie na szczeblu wojewódzkim. Koszt stworzenia takiej uchwały to nawet kilkaset tysięcy złotych.

 

Podobnie, jak wcześniej, WSA zarzucił Radzie Gminy i oczywiście wójtowi, bo projekt uchwały tworzy wójt ze swoimi urzędnikami, rażące naruszenie przez przedmiotową uchwałę olbrzymiej ilości przepisów obowiązującego prawa, w tym również braku konsultacji społecznych, czego konsekwencją jest unieważnienie tej olbrzymiej uchwały w całości, a nie tylko jej części, co daje obraz skali bezprawia tej uchwały i bezprawia tego samorządu.

 

W każdym normalnym kraju taki wójt zostałby natychmiast odwołany ze stanowiska, a taka rada natychmiast rozwiązana i wszyscy zostaliby postawieni przed sądem karnym. Jednak Polska nie jest normalnym krajem, bo nie dość, że taki wójt i tacy radni pozostają zupełnie bezkarni, to jeszcze każą mieszkańcom „wybierać“ ich na kolejną kadencję.

 

Nie jest to nieudolność, czy zwykła ignorancja lub brak elementarnej wiedzy o prawnych uwarunkowaniach tworzenia i zmieniania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Tutaj chodzi o zupełnie świadome łamanie obowiązującego prawa w celu zaspokojenia potrzeb oligarchów, którzy zaplanowali sobie w miejsce życiodajnego lasu postawić blokowisko, albo na gruntach rolnych tuż przy zabudowie mieszkalnej postawić farmy wiatrowe, czy też na terenach zieleni rekreacyjnej postawić farmę fotowoltaiczną, żeby wymienić tylko te najważniejsze.

 

Kontrola NIK przeprowadzona w Gminie Oława w ubiegłym roku wykazała, że działania wójta i Rady w zakresie gospodarowania gruntami gminnymi i w zakresie tworzenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, są bezprawne i czynią możliwym tworzenie mechanizmów korupcjogennych. 

 

Tak więc, poza ewidentnym niedopełnieniem obowiązków służbowych i nadużyciem uprawnień przez wójta, jego urzędników i radnych, bardzo wyraźne staje się tło natury korupcyjnej. Samorząd, razem z niektórymi oligarchami, stał się przez to zorganizowaną grupą przestępczą. To był i nadal jest (w nowej kadencji są w olbrzymiej większości ci sami ludzie) samorząd kryminalny.

 

Jak to możliwe? Ano, w tym kraju możliwe. W kraju, w którym zamiata się pod dywan kilkaset gigantycznych afer na najwyższych szczeblach rządowych, w kraju, w którym nie można wyjaśnić zbrodni na urzędującym prezydencie, najwyższych dowódcach wojskowych wszystkich rodzajów broni i na trzonie krajowej elity, trudno oczekiwać, żeby jakiś skorumpowany wójt i jacyś skorumpowani gminni radni w jakiejś tam gminie, zostali pociągnięci do odpowiedzialności za łamanie prawa. W kraju, w którym w prokuraturze na centralnym szczeblu fałszuje się dowody w śledztwie w sprawie największej zbrodni od czasu drugiej wojny światowej, trudno oczekiwać, żeby jakaś rejonowa prokurator postawiła przed sądem jakiegoś skorumpowanego wójta i jakichś skorumpowanych radnych, nawet, jeśli niezbite dowody dostarczają NIK, WSA i CBA jednocześnie. W tym kraju władza może kłamać, oszukiwać, kraść i fałszować wybory zupełnie bezkarnie.

 

W kraju, w którym fałszuje się wybory na skalę możliwą tylko w dyktaturach, trudno oczekiwać, że jakiś skorumpowany wójt, który zresztą ma już sądownie stwierdzoną praktykę w fałszowaniu wyborów przez kupowanie głosów, te wybory przegra z jakimś uczciwym i kompetentnym kandydatem. Do sądów okręgowych w całym kraju wpłynęło półtora tysiąca (!) skarg zawierających ewidentne dowody na fałszowanie wyborów.

 

Oczywiście są też wyjątki, ale jest ich tak mało, że można śmiało powiedzieć, że tylko potwierdzają tę regułę. Takim wyjątkiem jest Gmina Domaniów, gdzie próba skorumpowania wójta i radnych przez mafię wiatrakową zakończyła się fiaskiem, tyle tylko, że nie dlatego, że ta wójt i ci radni nie dali się skorumpować, lecz dlatego, że mieszkańcy nie dopuścili, aby ta wójt i ci radni wygrali wybory. Jeśli świadomość społeczna mieszkańców i ich zaangażowanie w sprawy społeczne są wysokie, to okazuje się, że można tak przypilnować wyborów, żeby miejscowa sitwa ich znowu nie wygrała i żeby na czele samorządu gminnego stanął człowiek uczciwy i kompetentny. W Gminie Domaniów wszedł do Rady Gminy nawet kandydat wystawiony przez tak „zakazaną” organizację, jaką jest Stanowicko-Marcinkowickie Stowarzyszenie Mieszkańców (SMSM), poprzez Komitet Wyborczy Mieszkańców Ziemi Oławskiej 2014 .

 

Niestety świadomość społeczna i obywatelska mieszkańców Gminy Oława jest cofnięta o całe lata świetlne w porównaniu z mieszkańcami Gminy Domaniów. Mieszkańcom Gminy Oława można jedynie zadedykować powiedzenie: „Jeśli nie będziecie używać oczu waszych po to, aby widzieć, to będziecie ich używać po to, aby płakać“ (Jean Paul).

 

I będziecie gorzko płakać, bo już bardzo niedługo tuż za waszymi płotami staną elektrownie wiatrowe z lasem wiatraków takich do 240 metrów wysokości. Najpierw kompletnie zrujnują wartość waszych nieruchomości a zaraz potem kompletnie zrujnują wasze zdrowie. Z kolei inni z was, następne cztery lata będą brodzić po kolana w błocie i łamać zawieszenia samochodów, żeby dostać się do własnych domów. Jeszcze inni z was, bardzo dotkliwie odczują utratę wartości waszych domów, które wybudowaliście na działkach pod lasem, a niedługo, zamiast sąsiedztwa lasu, będziecie mieli sąsiedztwo blokowiska. Kolejna grupa mieszkańców straci zdrowie w wyniku systematycznego trucia ich przez fabryki w Stanowicach. Niektórzy już stracili zdrowie i zagrożone jest ich życie. Naprawdę tego chcieliście?

 

Na co liczyliście głosując na sitwę Kownackiego, albo nie głosując wcale? Na to, że na wniosek SMSM Wojewoda znowu zaskarży plany zagospodarowania przestrzennego a Sąd je znowu unieważni? Miało to miejsc już trzy razy. I co? Czy to zatrzyma skorumpowanego wójta i skorumpowaną radę przed uchwaleniem nowych planów zagospodarowania przestrzennego znowu łamiących prawo? Czy to zatrzyma mafię wiatrakową? Czy to zmusi kryminalny samorząd do racjonalnego gospodarowania gruntami gminnymi i do nienarażania budżetu na wielomilionowe straty? 

 

Nie! Nie w kraju, w którym kolejnym premierem jest kolejny kłamca, prezydentem patriota, ale sowiecki, a ministrowie mówią, że Państwo Polskie praktycznie nie istnieje. Nie w kraju, którego elita została systematycznie wymordowana (Stalin, Hitler, Gomułka i kolejni władcy PRL, na Jaruzelskim skończywszy), trzy miliony wartościowych ludzi wyemigrowały, a władzę w państwie sprawuje zwykła hołota (taśmy od Sowy i inne są na to dowodem). W takim kraju kryminalne samorządy pozostają zupełnie bezkarne i sprawują władzę przez kolejne kadencje w drodze fałszowania wyborów. To nie jest problem tylko Gminy Oława i Powiatu Oławskiego. Tak jest w dużej części kraju.

 

Wracając na nasze ciasne podwórko, tylko mieszkańcy Sobociska stanęli na wysokości zadania i nie dopuścili do kolejnej kadencji Witkowskiego – byłego Przewodniczącego Rady Gminy Oława, zwanego też „Nadwornym Kłamcą Kownackiego”. Cóż jednak z tego, skoro nową Przewodniczącą Rady Gminy Oława została stara-nowa radna Księżopolska, z Owczar, która na sesji, przy podejmowaniu uchwały łamiącej prawo, stwierdziła, że „Holandia jest obstawiona wiatrakami, więc tam ludzie już powinni wymierać z powodu chorób, które ponoć wywołują wiatraki.” Czy ktoś może być aż tak durny, żeby nie odróżniać zabytkowych kilku, czy nawet kilkunastometrowych wiatraków w Holandii, od 240-metrowych wiatraków energetycznych? Nie. Nikt nie może być aż tak durny, nawet blondynka. Księżopolska dała zatem wyraz swojemu fałszowi i zakłamaniu oraz staniu po stronie korupcji. Witkowski kłamał i to sporo, ale nie łgał aż tak bezczelnie, jak Księżopolska. Zresztą Księżopolska „błysnęła” już wcześniej fałszem i zakłamaniem w liście do redakcji „GP-WO” p.t. „Zły to ptak, co własne gniazdo kala”, opublikowanym w numerze z dnia 28 marca 2013 r., na który otrzymała odpowiednią ripostę ( http://stanowice-marcinkowice.npage.de/wadza-atakuje-mieszkancow.html ) - ostatni tekst pod tą zakładką - i zamiast spalić się ze wstydu, albo przynajmniej złożyć mandat radnej, dalej służy sitwie Kownackiego i dalej posługuje się fałszem, obejmując teraz funkcję Przewodniczącej Rady.

 

Oczywiście ta kryminalna władza reaguje histerycznie na wszelką krytykę, ziejąc wściekłą nienawiścią do krytykujących i powołując się na jej rzekomo demokratyczne wybranie. Sęk w tym, że ustalone prawem mechanizmy demokratyczne są przykryte strukturami iście mafijnymi, które łamią wszelkie prawo i dławią wszelką demokrację. Jak zatem widać, tej kryminalnej władzy nie da się obalić w drodze wyborów, bo te są coraz bardziej fałszowane. Tej władzy trzeba wypowiedzieć posłuszeństwo. Tu jest potrzebny polski „Majdan”. Inaczej czeka nas płacz i zgrzytanie zębów.

 

**********************

 

Kryminalna administracja Gminy Wiejskiej Oława


7 lipca 2014 r


Jak stwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu, a jeszcze wcześniej Najwyższa Izba Kontroli, samorząd gminy Oława notorycznie łamie prawo. Dotyczy to zarówno Rady Gminy Oława, jak i wójta Jana Kownackiego i paru gminnych urzędników.


Nie jest to łamanie prawa w wyniku jakichś niezamierzonych błędów, niedopatrzeń czy nawet niekompetencji i niepowodujące szkód materialnych. Wręcz przeciwnie. Zarówno z uzasadnienia wyroku WSA we Wrocławiu z dnia 4 maja 2014 (sygn. akt II SA/Wr 529/13), jak i z wystąpienia pokontrolnego NIK z dnia 2 sierpnia 2013 (nr S/12/010) wynika jednoznacznie, że łamanie prawa przez radnych, wójta i jego niektórych urzędników spowodowało i dalej powoduje, bardzo poważne straty dla budżetu gminy, a także dla wielu mieszkańców gminy oraz iż wynika to ze świadomego działania na korzyść pewnych prywatnych podmiotów gospodarczych, na szkodę gminy.


Kto, pełniąc funkcję publiczną, łamie prawo, działając na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, ten niedopełnia obowiązków służbowych albo nadużywa swoich uprawnień, co, zgodnie z art. 231 kodeksu karnego, jest przestępstwem. Można zatem powiedzieć, że stwierdzone przez sąd łamane prawa przez funkcjonariuszy publicznych jest przestępstwem, a ci publiczni funkcjonariusze, którzy to prawo łamią, są przestępcami. Jeśli z kolei wszyscy decydenci administracji samorządowej gminy, czyli wszyscy radni i wójt, są przestępcami, to można mówić o kryminalnej administracji gminy. I nie ma tu żadnego tłumaczenia, że ten czy inny radny nie zna się na prawie i podnosi rękę tylko dlatego, że nalegał na to wójt, czy przewodniczący rady. Nieznajomość prawa nie chroni przed karą. Jeśli radny nie zna się na prawie, to niech zażąda od wójta, który sporządził projekt ważnej uchwały Rady Gminy, opinii niezależnego biegłego, albo niech złoży mandat, bo nie nadaje się na radnego.


Bycie radnym jest związane z olbrzymią odpowiedzialnością. Odpowiedzialnością za bardzo duże pieniądze, za potężny majątek gminy, za dobra i byt mieszkańców i za przestrzeganie prawa przez administrację, czyli przez wójta i jego urzędników. Radny, głosując za podjęciem uchwały łamiącej obowiązujące prawo, staje się przestępcą i to bez względu na to, czy łamanie prawa w głosowanej uchwale jest zamierzone, czy nie. Jednak radni Rady Gminy Oława zupełnie świadomie łamią prawo, ponieważ trafia do nich bardzo wiele interwencji, uwag i sprzeciwów mieszkańców i organizacji społecznych. I tak, w unieważnionej przez sąd uchwale Rady Gminy Oława, w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, mieszkańcy wnieśli aż 150 indywidualnych skarg i uwag, które zostały bezzasadnie odrzucone, zarówno przez wójta jak i przez radnych, co stwierdził sąd. Prócz tego Stanowicko-Marcinkowickie Stowarzyszenie Mieszkańców (SMSM) wielokrotnie wskazywało radnym i wójtowi, że łamią prawo i działają na szkodę gminy i wzywało wójta i radnych do poszanowania prawa. Było w tej sprawie bardzo wiele pism tego stowarzyszenia do wójta i do radnych, była 40-minutowa prezentacja multimedialna na wspólnym posiedzeniu wszystkich komisji Rady Gminy Oława, były publikacje w prasie, w telewizji i w Internecie.


Nie jest to koniec ustaleń sądowych, ponieważ przed WSA we Wrocławiu zawisłe są kolejne dwie dalsze skargi Wojewody Dolnośląskiego na uchwały Rady Gminy Oława, równie rażąco łamiące prawo, jak ta już unieważniona. Trwają też liczne śledztwa prokuratorskie z zawiadomień SMSM.


Ma tu zatem miejsce zupełnie świadome łamanie prawa, na niekorzyść gminy, na niekorzyść wielu mieszkańców, ale na korzyść niektórych podmiotów gospodarczych, jak niektórzy deweloperzy, wykonawcy, czy inwestorzy, w tym zagraniczni kupujący gminne grunty „na słupa”.


Łamanie prawa przez wójta Jana Kownackiego nie powinno bardzo dziwić, bo jest to człowiek, który dopuścił się już wcześniej rażącego łamania prawa, jak fałszowanie dokumentów i posługiwanie się nimi, czy fałszowanie wyborów poprzez kupowanie głosów za wódkę, co było przedmiotem publicznej debaty (http://www.gazeta.olawa.pl/archiwum2/aktualnosci,wiecej,2392.htm ). Jednak masowe łamanie prawa przez wszystkich bez wyjątku radnych jest już skandalem na olbrzymią skalę, bo to właśnie radni mają czuwać nad przestrzeganiem prawa przez wójta i jego urzędników. Już NIK w swoim wystąpieniu pokontrolnym użyła sformułowania „mechanizmy korupcjogenne”, więc zgnilizna moralna administracji samorządowej Gminy Oława, w tym głównie radnych i to wszystkich i wójta, jest ewidentna. Gospodarzami Gminy Oława od czterech kadencji są przestępcy – trzy kadencje Jana Kownackiego i jedna Ryszarda Wojciechowskiego, skazanego prawomocnym wyrokiem sądu za oszustwo.


Nadchodzą wybory samorządowe, więc sprawa wydawałaby się prosta. Wybieramy nowego wójta i nowych wszystkich radych. Jednak jest z tym problem i to nie tylko polegający na ewentualnym fałszowaniu wyborów. Brak jest godnych zaufania kandydatów. Wszystkie lokalne partie polityczne i ugrupowania parapolityczne jak BBS czy LZS, zawiodły na całej linii i ich kandydaci nie wchodzą w ogóle w rachubę, bo nawet „sztandarowe” postacie lokalnych struktur „Prawa i Sprawiedliwości”, jak Brezdeń, czy Kołodziej, też zawiodły i są skompromitowane.


Powstaje wprawdzie „Komitet Wyborczy Mieszkańców Ziemi Oławskiej 2014” ( http://komitet-wyborczy-mieszkancow-olawa.npage.eu/ ), jednak, wbrew oczekiwaniom, nie ma natłoku chętnych na kandydatów na radnych i na wójta. Jeśli mieszkańcy gminy nie otrząsną się z letargu i nie wezmą spraw w swoje ręce, masowo biorąc udział, najpierw w działalności wyżej wspomnianego Komitetu Wyborczego Mieszkańców, a potem w samych wyborach, to sami skażą się na dalsze rządy administracji kryminalnej, bo ta wykorzysta każdą okazję, żeby utrzymać się u władzy i dalej bezczelnie doić społeczność gminy, rozbudowując wskazanie przez NIK „mechanizmy korupcjogenne” i wyprzedając majątek gminy, rujnując przy tym środowisko naturalne.


Dla porządku podam nazwiska radnych Rady Gminy Oława, którym WSA i NIK zarzuciły rażące naruszanie prawa przy podejmowaniu ważnych uchwał:

Bubała Paweł (Bystrzyca)
Chomicki Zbigniew (Osiek)
Cinkowski Szczepan (Chwalibożyce)
Grendysz Władysław (Marcinkowice)
Kołodziej Maria (Marcinkowice)
Księżopolska Mirosława (Owczary)
Łagodziński Bogumił (Siecieborowice)
Mądrzyk Kazimierz (Ścinawa)
Michałowski Mariusz (Bystrzyca)
Niewodniczański Tomasz (Janików)
Olech Weronika (Godzikowice)
Witkowski Dariusz (Sobocisko)

Trzeba sobie te nazwiska dobrze zapamiętać, żeby pod koniec roku właściwie zagłosować.

 

*********************************

 

Publikacja w "Gazeta Powiatowa - Wiadomości Oławskie" z dnia 17 grudnia 2008 r.

 

Kownacki wraca do gry

 dodano: 17.12.2008

 

http://gazeta.olawa.pl/archiwum2/aktobrazki/17122008115634353542.pjpeg

 

Były wójt gminy Oława Jan Kownacki już nie jest osobą karaną. Tak zadecydował 5 grudnia oławski Sąd Grodzki, wydając postanowienie o zatarciu skazania…

 

Po zatarciu skazania Jan Kownacki może wrócić do gminnej polityki. Teraz spokojnie czeka na wybory uzupełniające

Przypomnijmy, że ponad trzy lata ciążyły na byłym szefie oławskiego samorządu gminnego dwa wyroki sądowe. Pod koniec 2004 roku oławska prokuratura oskarżyła Kownackiego o sfałszowanie i bezprawne użycie świadectwa pracy. Był to efekt doniesienia, jakie złożył w tej sprawie ówczesny wiceburmistrz Brzegu - Mirosław Stankiewicz, pełniący jednocześnie funkcję przewodniczącego Zarządu Ekologicznego Związku Gospodarki Odpadami Komunalnymi “Ekogok”. Kownacki, zanim został wójtem, był zatrudniony w “Ekogoku” jako pracownik biurowy. Prokuratura oskarżyła go o to, że 4 czerwca 1998 sfałszował świadectwo pracy, podrabiając m.in. podpis Henryka Wujka - ówczesnego przewodniczącego Zarządu “Ekogoku”. Zdaniem prokuratury, 23 stycznia i 15 kwietnia 2004 Kownacki użył kopii spreparowanego świadectwa - najpierw w celu uzyskania z “Ekogoku” zaświadczenia o dochodach, a następnie jako dokumentu dla potrzeb Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Za oba te przestępstwa groziła wójtowi kara pozbawienia wolności do pięciu lat. Kownacki był również oskarżony o bezprawne usunięcie swojego świadectwa pracy z akt osobowych, znajdujących się w urzędzie gminy, w którym pełnił funkcję wójta. Za to przestępstwo groziły dwa lata więzienia.

Janek skazany

7 marca 2005 sędzia Sądu Grodzkiego w Oławie uznał Jana Kownackiego winnym wszystkich zarzucanych mu czynów i skazał na karę grzywny w łącznej wysokości 5 tysięcy zł. Początkowo Kownacki nie przyznawał się do winy i zgłosił sprzeciw od wyroku nakazowego. Sąd nie mógł go jednak rozpatrzyć, bo oskarżony kilka razy nie stawił się na rozprawy, zasłaniając się chorobą albo obowiązkami służbowymi. Kilka dni przed rozprawą, zaplanowaną na 29 czerwca 2005, Kownacki niespodziewanie wycofał swój sprzeciw. Tym samym wyrok z 7 marca stał się prawomocny. Ta nagła zmiana stanowiska wzięła się stąd, że kilka dni wcześniej, 15 czerwca 2005, Sąd Okręgowy we Wrocławiu utrzymał w mocy wyrok oławskiego Sądu Grodzkiego z 9 grudnia 2004, w którym Jan Kownacki został uznany za winnego pozyskiwania jesienią 2002 głosów wyborczych za rozdawany za darmo alkohol, i skazany za to na grzywnę w wysokości 7 tys. zł.
Wyrok wrocławskiej Temidy oznaczał, że Kownacki automatycznie stracił stanowisko wójta. Do czasu wyborów uzupełniających władzę w gminie Oława przejął, jako tymczasowy komisarz rządowy, działacz oławskiego SLD Zbigniew Pryjda. Już w trakcie pierwszej rozprawy procesu „podpisowego” obrońca Kownackiego mecenas Stanisław Legięć oświadczył, że linia obrony zależy od decyzji wrocławskiego Sądu Okręgowego, rozpatrującego apelację jego klienta w procesie „alkoholowym”. Gdyby to rozstrzygnięcie było niekorzystne dla Kownackiego, miał natychmiast przyznać się do winy w sprawie fałszowania podpisu i poddać dobrowolnie karze, by móc bez większych przeszkód wystartować w przedterminowych wyborach na stanowisko szefa gminy.

Janek „uzupełniony”

Tak też się stało. Kownacki już w pierwszej turze wyborów uzupełniających, przeprowadzonych 14 sierpnia 2005, pokonał dwóch rywali - Roberta Padulę i Dariusza Żurawia. Funkcję wójta mógł jednak pełnić tylko do końca kadencji, czyli do jesieni 2006. Wraz z początkiem nowej weszły bowiem w życie przepisy zakazujące startu w wyborach samorządowych osobom skazanym za przestępstwa. „Skazańcy” nie mogli też być zatrudniani jako pracownicy samorządowi.
Nowy wójt, którym z namaszczenia Kownackiego był od listopada 2006 Ryszard Wojciechowski, szybko znalazł furtkę w tych przepisach. Zatrudnił w urzędzie gminy swojego poprzednika na wójtowskim fotelu - jako pełnomocnika do spraw inwestycji, tyle że nie na umowę o pracę, lecz na umowę-zlecenie. Ten misternie skonstruowany układ zaczął się kruszyć wiosną tego roku, gdy opinia publiczna dowiedziała się o kłopotach prawnych Ryszarda Wojciechowskiego. Prokuratura oskarżyła obecnego wójta o kupno i posłużenie się sfałszowanym świadectwem ukończenia studiów licencjackich. Gdy po pewnych wahaniach Wojciechowski ostatecznie przyznał się do winy (walczy teraz w sądzie już chyba tylko o łagodny wyrok), stało się jasne, że kolejne przedterminowe wybory wójta w oławskiej gminie są tylko kwestią czasu.

Janek „przywrócony”

Z letargu natychmiast obudził się Jan Kownacki, który o darowanie win starał się już wcześniej, ale dotąd nieskutecznie. Prosił prezydenta RP o ułaskawienie, ale otrzymał odmowę. Poskarżył się do Trybunału Europejskiego w Strasburgu na posłów, że niejednakowo traktują siebie i samorządowców, mających problemy z prawem. Można kandydować do polskiego Sejmu z wyrokami na koncie, a do samorządu lokalnego już nie. Skończyło się na kilku zdawkowych pismach i zapowiedzi wprowadzenia ustawy, która pod tym względem zrówna parlamentarzystów i samorządowców... Jan Kownacki nie zrażał się jednak tymi trudnościami i cierpliwie czekał na odpowiedni moment, by móc wrócić do gminnej polityki. 16 września tego roku złożył w oławskim Sądzie Grodzkim wniosek o zatarcie skazania obu swoich wyroków - w sprawie „podpisowej” i „alkoholowej”. Po przeprowadzeniu wywiadu środowiskowego, który potwierdził, że Jan Kownacki nie narusza porządku prawnego i cieszy się dobrą opinią, zarówno w miejscu zamieszkania jak i zatrudnienia, 5 grudnia Sąd Grodzki w Oławie postanowił zatrzeć oba wyroki, nałożone na wnioskodawcę w 2004 i 2005 roku. Zadecydowała o tym sędzia Dorota Grzywacz, która w 2004 roku skazała Kownackiego za kupowanie głosów wyborczych. Teraz uznała, że jest on już wystarczająco zresocjalizowany i może wrócić do normalnego, pełnoprawnego życia społecznego. - Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo zgodnie z artykułem 107 i 108 kodeksu karnego, po upływie 3 lat od wyroku, każdy obwiniony i ukarany ma prawo wnioskować do sądu o zatarcie skazania - powiedziano nam w oławskim sądzie. Potwierdzono także, że Jan Kownacki w swoim wniosku specjalnie się nie rozpisywał. Powołał się jedynie na przesłanki ustawowe, czyli prawo do zatarcia wyroku po upływie 3 lat od daty skazania. Prokuratura nie wniosła zastrzeżeń, bo z reguły nie uczestniczy w takim postępowaniu. - Decyzja o zatarciu skazania należy do sądu i prokurator nie bierze w tym udziału - tłumaczy Renata Procyk-Jończyk, szefowa oławskiej Prokuratury Rejonowej.

Janek przyczajony…

Jan Kownacki nie chce szerzej komentować zaistniałej sytuacji i tym bardziej deklarować ewentualnego udziału w prawdopodobnych wyborach uzupełniających na wójta gminy Oława. - Nie wiem, czy to postanowienie sądu z 5 grudnia jest już prawomocne, bo nie mam go jeszcze na piśmie - tak tłumaczy były szef oławskiego samorządu gminnego wstrzemięźliwość w określeniu swoich dalszych planów. - Muszę złożyć odpowiedni wniosek, a na razie nie miałem na to czasu. Jak dostanę ten „glejt”, to wtedy się pełniej wypowiem… Oszczędny w słowach jest także Ryszard Wojciechowski, o którego dalszych losach na funkcji wójta miał zadecydować Sąd Rejonowy w Strzelinie już po zamknięciu tego wydania gazety, w środę 17 grudnia. - Nie wiem, jaki będzie wyrok w mojej sprawie i jak będzie brzmiało jego uzasadnienie, a od tego w dużym stopniu uzależniam swoje dalsze działanie - mówi Wojciechowski.

Tekst i fot.: Krzysztof Andrzej Trybulski
kat@gazeta.olawa.pl

******************

Publikacja w "Gazeta Powiatowa - Wiadomości Oławskie" z dnia 17 czerwca 2009 r.

 

17 Czerwca 2009

Wojciechowski skazany

http://gazeta-olawa.pl/content/upload/images/3556-7.jpg

Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił apelację i utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego w Strzelinie w sprawie wójta gminy Oława. Był oskarżony o posłużenie się w miejscu pracy fałszywym dyplomem ukończenia studiów licencjackich. Decyzja sądu z 16 czerwca oznacza, że Ryszard Wojciechowski straci swój urząd, ale kiedy to się dokładnie stanie, tego jeszcze nie wiadomo...

Rozprawa apelacyjna rozpoczęła się o godzinie 10.00. Sędzia Ewa Kilczewska poinformowała, że do sądu wpłynęło pismo obrońcy Ryszarda Wojciechowskiego, mecenasa Zbysława Ścigały, z wnioskiem o odroczenie rozprawy. Do wniosku dołączono zaświadczenie lekarskie o niezdolności do pracy. Mecenas Ścigała poparł prośbę oskarżonego. Mówił, że Wojciechowski chciał wziąć udział w rozprawie i złożyć uzupełniające wyjaśnienia, ale nie pozwolił mu na to stan zdrowia.
Sąd ocenił, że nieobecność wójta nie została w sposób właściwy usprawiedliwiona i odrzucił wniosek o odroczenie rozprawy.

Xawery Piśniak

xapi@gazeta.olawa.pl

****************

Publikacje na temat starań wójta Kownackiego mających na celu doprowadzenie do bankructwa Gminy Oława

Wrocławski Sąd Apelacyjny 16 grudnia ubiegłego roku ostatecznie oddalił pozew siechnickiej spółki “ESV” o wielomilionowe kary umowne, które miałaby zapłacić gmina Oława. - Bogu dzięki, że tak się stało, bo gmina była o krok od bankructwa - mówi radny Robert Padula, który dwa lata temu ujawnił całą sprawę

 

Energii mają dosyć

powrót

 

PRZEDSIĘBIORCA - PRZEDSIĘBIORSTWO - PRACOWNIK

http://www.gazeta.olawa.pl/archiwum/2000/grafika/up.gifhttp://www.gazeta.olawa.pl/archiwum/2000/grafika/down.gif


http://www.gazeta.olawa.pl/archiwum/2000/gospodarka/2006/1g1a.jpg
- Gmina była o krok od bankructwa - mówi radny Robert Padula, który dwa lata temu ujawnił sprawę

Przypomnijmy, że proces w tej sprawie toczył się od października 2004. Firma z Siechnic domagała się od oławskiego samorządu gminnego zapłaty ok. 1,3 mln zł kary umownej za rok 2003. To efekt sporu o realizację umowy, jaką oba podmioty zawarły w marcu 2001, a więc jeszcze w poprzedniej kadencji samorządu, gdy gminą kierował kilkuosobowy zarząd.

ZEC ESV, bo pod taką nazwą występowała wówczas spółka “ESV”, zobowiązała się w tej umowie do wykonania i pokrycia kosztów budowy infrastruktury energetycznej na terenie stanowickiej strefy aktywności gospodarczej (dawne lotnisko poradzieckie). Gmina zapewniała natomiast odbiór określonej ilości energii elektrycznej, z jej sprzedaży spółka ZEC ESV miała stopniowo odzyskiwać zainwestowane w Stanowicach pieniądze. Umowa wydawała się więc korzystna dla obu stron...

Radni bezradni

Wiosną 2001 wójt Jan Kownacki zorganizował nadzwyczajną sesję Rady Gminy w tej sprawie. Przekonywał wtedy radnych, że to bardzo dobre rozwiązanie: - Będziemy mieli szybko i tanio zrealizowaną infrastrukturę, a dzięki temu pozyskamy nowych inwestorów - mówił. Jednocześnie potwierdził, że przystąpienie do realizacji inwestycji niesie ze sobą pewne ryzyko. - Musimy je jednak podjąć - mówił radnym Kownacki. Poparł go ówczesny przewodniczący Rady Gminy Stanisław Korsan i w efekcie 16 radnych opowiedziało się za poparciem działań wójta i Zarządu. Wstrzymali się tylko trzej radni, w tym Dariusz Żuraw i Zdzisław Brezdeń, którzy byli wówczas w opozycji wobec wójta Kownackiego.

Wkrótce okazało się, że ambitne plany gospodarcze, związane z zagospodarowaniem poradzieckiego lotniska, trzeba było zweryfikować. Wstrzymał inwestycję „Bahlsen”, a również inne firmy, które wybudowały tam swoje obiekty, zaczęły się wycofywać z działalności w Stanowicach. Nie miał więc kto odbierać energii, zamówionej w dużej ilości.

- Nie byłem jeszcze wówczas radnym, ale śledziłem wydarzenia w gminie i od razu miałem wątpliwości co do tej umowy. Od początku obecnej kadencji systematycznie o to pytałem na posiedzeniach komisji i na sesjach. Urzędnicy z wójtem na czele wyraźnie lekceważyli sprawę. Zamówiono zbyt duże ilości energii i dość niefrasobliwie zgodzono się na wysokie kary umowne - mówił nam w listopadzie 2004 Robert Padula z Siedlec, który zdobył mandat gminnego rajcy jesienią 2002 roku. Kilka dni później na wniosek 9 radnych Padula stracił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Gminy. - Odwołano mnie za ujawnienie prawdy! - komentował zdarzenie Padula.

Przewrotny Brakoner

- Nic nam nie grozi, bo firma z Siechnic też nie jest w porządku! Zobowiązali się m.in. do wykonania przyłączy dla licznej rzeszy odbiorców, a tego nie zrobili. To my możemy dziś skarżyć ZEC, że straciliśmy przez nią paru ważnych inwestorów - uspokajał Michał Wołowicz, szef referatu inwestycyjnego w Urzędzie Gminy Oława.

Proces rozpoczął się 14 października 2004. Radca prawny Bogdan Brakoner, który reprezentował w sądzie gminę Oława był od początku optymistą: - Nasza linia obrony poszła w kierunku udowodnienia, że cała ta umowa ze spółką ZEC ESV była nieważna. Nie wnikając w to, kto i kiedy ją podpisywał, mogę powiedzieć, że na pewno jest niezgodna z przepisami prawa energetycznego oraz z ustawą o zamówieniach publicznych. Siechnicka spółka ma także inne grzechy na sumieniu - gdy podpisywała z nami umowę, nie miała koncesji na rozprowadzanie energii i zatwierdzonego taryfikatora cen.

Po kilku rozprawach i dwukrotnym odraczaniu ogłoszenia wyroku, sąd zrobił to dopiero 1 lutego. Całkowicie podzielił w nim punkt widzenia obrony i oddalił pozew siechnickiej spółki.

- Wystąpiliśmy do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku i na pewno go zaskarżymy - zapowiadał Sławomir Nowicki, prezes zarządu spółki ZEC ESV. - W końcu gmina podpisała tę umowę, którą parafował ten sam radca prawny, który teraz w sądzie mówi, że umowa jest sprzeczna z prawem.

- To prawda, postawiłem swoją parafkę na umowie, ale ostrzegałem wójta, że niektóre jej zapisy mogą kolidować z obowiązującymi przepisami prawa. Chodziło mi m.in. o koncesję na rozprowadzanie energii, której wtedy spółka siechnicka nie miała, ale zapewniono mnie, że lada moment ją uzyska - wyjaśniał Brakoner.

Odetchnęli

16 grudnia ubiegłego roku przed wrocławskim Sądem Apelacyjnym zakończył się proces “ZEC ESV kontra Gmina Oława”. Odwoławcza Temida całkowicie podzieliła ustalenia sądu I instancji i oddaliła powództwo w pełnym zakresie.

Bogdan Brakoner uważa, że to jeden z najszczęśliwszych dni w jego życiu. - Jeśli przegralibyśmy ten proces, to rzeczywiście mogło być groźnie - mówi gminny radca, po głębokim oddechu, nie ukrywając zadowolenia i ulgi. - Za nieodebraną energię w 2003 roku kara umowna z odsetkami wynosiła 2,5 mln złotych, a pełna kwota, wynikająca z roszczeń siechnickiej spółki, mogła dojść nawet do 9 mln złotych. Jan Kownacki twierdzi, że od początku był spokojny o wynik procesu: - To była umowa o współpracy, bez żadnych zobowiązań finansowych z naszej strony. My zobowiązaliśmy się do wybudowania sieci rozdzielczej za ok. 600 tys. zł i przekazania jej na majątek ZEC ESV, i tak zrobiliśmy. Spółka siechnicka miała natomiast wybudować sieć przesyłową, co też wykonała. Ma też już legalną koncesję i taryfikator cen, więc może sprzedawać energię, realizując w pewnym sensie umowę z 2001 roku. My kierujemy wszystkich chętnych do odbioru energii właśnie do ESV, bo inna duża firma, która się tym zajmuje - “EnergiaPro”, przysłała nam pismo, że na pewno do końca 2006 roku nie będzie inwestować w Stanowicach.

Nie udało się nam uzyskać komentarza Sławomira Nowickiego - prezesa spółki ESV, do zaistniałej sytuacji. Słowa wójta potwierdził natomiast Artur Kuźniacki - dyrektor Zakładu Energetycznego ESV, który zarządza obszarem usług związanych z obrotem i dystrybucją energii elektrycznej: - Zrealizowaliśmy całkowicie nasze zobowiązania, zawarte w umowie z 2001 roku. Urządzenia są i działają sprawnie, wielu odbiorców z nich już dawno korzysta. Mam nadzieję, że gminie Oława powiodą się ambitne plany inwestycyjne, związane ze stanowicką strefą gospodarczą - i w ten sposób z opóźnieniem, ale odzyskamy zaangażowane tam spore środki finansowe.

Zadowolony z wyroku Sądu Apelacyjnego jest także radny Robert Padula: - Bogu dzięki, że tak się stało, bo gdyby gmina przegrała proces, to ucierpieliby wszyscy jej mieszkańcy. Miałem pretensje do wójta głównie o to, że krył całą sprawę przed radnymi i opinią publiczną.

Krzysztof A. Trybulski

*****************

14 Września 2009

Energetyczne bankructwo - realne

Z infrastruktury energetycznej, zbudowanej przez ESV, korzysta kilkanaście dużych i małych firm na terenie stanowickiej strefy ekonomicznej, ale siechnicka spółka ma niewykorzystane moce, a spora część posowieckiego lotniska wciąż czeka na inwes

Gmina Oława bezpowrotnie straciła prawie 1,3 mln zł, które na początku marca tego roku wyegzekwował komornik tytułem roszczeń Przedsiębiorstwa Energetycznego ESV SA. To efekt wyroku Sądu Najwyższego, który zapadł 23 lipca. Na tym nie kończą się roszczenia siechnickiej spółki, które mogą sięgnąć nawet 10 mln złotych

Gmina Oława 
ESV skasuje miliony?

Spór gminy Oława z ESV trwa już kilka lat, a dotyczy podpisanej pod koniec marca 2001 umowy. Spółka „Elektroservice” (dziś PE ESV SA) zobowiązała się wybudować na własny koszt infrastrukturę techniczną, służącą dostarczaniu energii elektrycznej           z Elektrociepłowni Czechnica w Siechnicach do stanowickiej strefy rozwojowej. Miała też zapewnić określoną wielkość mocy w poszczególnych latach. Gmina Oława zobowiązała się natomiast do zapewnienia odbiorców dostarczanej energii, a w przypadku ich braku lub niedoboru, miała zapłacić ESV rekompensatę, w związku z nakładami, poniesionymi przez tę spółkę na budowę i utrzymywanie infrastruktury energetycznej.    
W listopadzie 2003 gmina Oława i spółka ESV podpisały dodatkowe porozumienie. Władze gminy potwierdziły wykonanie przez ESV obowiązków, wynikających z zawartej wcześniej umowy, oraz uprawnienie siechnickiej spółki do naliczania kar z tytułu niewywiązywania się gminy z zapewnienia odbioru energii, postawionej do dyspozycji. Wiosną 2004 firma z Siechnic po raz pierwszy zażądała od oławskiego samorządu lokalnego zapłaty kary umownej. Wraz z odsetkami chciała ok. 1,3 mln zł za niezrealizowanie obowiązku zapewnienia określonej wielkości odbioru energii w 2003 roku. Gmina odmówiła i spór przeniósł się na wokandę sądową.

Sąd sądem, a sprawiedliwość...

Proces we wrocławskim Sądzie Gospodarczym rozpoczął się w połowie października 2004. Gmina broniła się, zarzucając siechnickiej firmie, że w dniu podpisania umowy nie miała koncesji na rozprowadzanie energii i zatwierdzonego taryfikatora cen. Zdaniem Bogdana Brakonera, ówczesnego radcy prawnego gminy, cała umowa była nieważna, gdyż naruszała przepisy ustawy o zamówieniach publicznych oraz była sprzeczna z prawem energetycznym.    
Po kilku rozprawach  i dwukrotnym odraczaniu ogłoszenia wyroku, sąd zrobił to dopiero 1 lutego 2005. Całkowicie podzielił punkt widzenia obrony i oddalił pozew siechnickiej spółki. 
ESV odwołała się od tego rozstrzygnięcia do wrocławskiego Sądu Apelacyjnego, który w połowie grudnia 2005 także oddalił pozew, utrzymując w mocy wyrok sądu pierwszej instancji.
Wydawało się, że spór został definitywnie zakończony i gmina uciekła spod finansowej gilotyny. Nic z tego. Prawnicy ESV złożyli wniosek kasacyjny w Sądzie Najwyższym, który rozpatrzył sprawę 15 maja 2007 i uchylił zaskarżony wyrok. Powodem było m.in. niejednoznaczne ocenienie niektórych zapisów spornej umowy przez sądy niższych instancji. 
W efekcie sprawa ponownie trafiła do Sądu Apelacyjnego, a stamtąd do Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Po kilku długich rozprawach wylądowała ponownie w Sądzie Apelacyjnym, który  14 listopada 2008 wydał nowy wyrok. Tym razem rozstrzygnięcie było niekorzystne dla gminy Oława. Sąd zasądził od niej na rzecz spółki ESV kwotę 645.904,32 zł wraz z ustawowymi odsetkami, liczonymi od 16 lutego 2004, oraz 85.284,10 zł tytułem kosztów postępowania. Sąd nakazał też gminie zapłacić 32.295,50 zł tytułem kosztów postępowania apelacyjnego. Razem wyniosło to około 1,3 mln zł.

Najwyższy oddala

W pierwszych dniach marca 2009 działający na zlecenie PE ESV komornik zdjął z kont bankowych gminy Oława prawie całą zasądzoną kwotę, zanim złożono w Sądzie Najwyższym wniosek           o kasację oraz wstrzymanie realizacji wyroku Sądu Apelacyjnego z 14 listopada 2008. Sąd Najwyższy rozpatrzył wniosek kasacyjny gminy 23 lipca tego roku, na posiedzeniu niejawnym Izby Cywilnej. Odmówił przyjęcia skargi do rozpoznania i zasądził od gminy na rzecz ESV kwotę 3600 zł tytułem kosztów postępowania kasacyjnego. Nie wnikając w merytoryczny spór i powołując się tylko na ścisłe procedury prawne, sąd uznał, że strona wnioskująca o kasację, czyli gmina Oława,  w niewystarczający sposób uzasadniła  przesłanki, dające  podstawę do zastosowania instytucji tzw. „przedsądu” i uznania wniosku za zasadny.  Strona wnioskująca ograniczyła się do sformułowania czterech pytań „bez jurydycznego wykazania istniejącego zagadnienia prawnego”. Zdaniem sądu, samo tylko stwierdzenie, że „zaskarżone orzeczenie rażąco narusza przepisy” wskazane w skardze kasacyjnej, „nie może być tożsame z oczywistym uzasadnieniem skargi”.      Z tych właśnie powodów Sąd Najwyższy oddalił skargę gminy i tym samym spowodował, że wyrok z listopada 2008 stał się ostatecznie prawomocny.

Wójt zdziwiony, ale nie zaskoczony  

- Nic nie wiem o tym rozstrzygnięciu Sądu Najwyższego, dowiaduję się o tym dopiero teraz, ale nie jestem zaskoczony, spodziewałem się takiego rozstrzygnięcia - powiedział nam wójt Ryszard Wojciechowski, gdy kilka dni temu poprosiliśmy go o komentarz. Szef gminy Oława podkreśla, że gmina płaci teraz frycowe za nieprzemyślane działania poprzedniego wójta Jana Kownackiego.           - To on był ojcem tego porozumienia z ESV, to on naciskał na radnych, aby tego nie torpedowali i zaakceptowali umowę!
Wojciechowski najbardziej obawia się kolejnych żądań ze strony ESV. - Tylko za 2004 rok siechnicka firma chce ponad 3 mln zł, a przed nami jeszcze kolejne lata i kolejne kary umowne - mówi Wojciechowski. - Razem może to być nawet 10 mln zł, a nasz roczny budżet to około 41 mln zł.
Według Wojciechowskiego jest jednak szansa na uniknięcie „licytowania” gminy. - Wynajęliśmy do tej sprawy specjalistyczną kancelarię prawną i mamy nadzieję, że wspólnie rozwikłamy ten problem. Będziemy wnioskować do sądu o całkowite unieważnienie umowy z ESV, bo ona w rażący sposób narusza zasadę współdziałania społecznego...   
Jan Kownacki nie ma sobie nic do zarzucenia w tej sprawie. - Umowa, którą zawarliśmy w 2001 roku, była bardzo korzystna dla gminy - wyjaśnia były wójt. - Nikt nie był w stanie przewidzieć kryzysu, jaki później nastąpił i związanego z tym mniejszego przypływu inwestorów. Natomiast gdyby nie było infrastruktury,  zbudowanej przez ESV, to w ogóle nie pozyskalibyśmy inwestorów do stanowickiej strefy. Dziś jest tam już kilkanaście firm, w tym spora grupa z kapitałem zagranicznym. Spór sądowy z ESV był do wygrania, tylko trzeba było się interesować sprawą. On zaczął się za mojej kadencji i wtedy wszystko wygrywaliśmy, ale ja jeździłem do sądu na każde posiedzenie. Wójt Wojciechowski prawie w ogóle się tym  nie interesował, a w pewnym sensie był chyba nawet zainteresowany porażką, bo chciał to rozgrywać wyborczo przeciwko mnie...    

ESV nie odpuści

- Wyjaśniałem już na łamach waszej gazety, że w wyniku niewywiązania się gminy Oława z obowiązków umowy z 27 marca 2001, ESV popadło w ogromne problemy finansowe - mówi  Dariusz Smereka z kancelarii adwokackiej „Lis i Partnerzy”, która reprezentuje w sporze spółkę ESV. - Przypomnę, że w rezultacie zlikwidowano w ciągu kilku lat ponad 100 miejsc pracy, wyprzedano prawie cały majątek i aktywa spółki, firma straciła płynność finansową i pozycję rynkową, a w końcu złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości. Na skutek drastycznych działań naprawczych i oszczędnościowych udało się pozyskać inwestorów, którzy uratowali spółkę          i pozostałe miejsca pracy. ESV wielokrotnie podejmowało próby polubownego zakończenia sporu z gminą Oława w zakresie rekompensaty za szkody, poniesione przez przedsiębiorstwo. Lipcowy wyrok Sądu Najwyższego ostatecznie potwierdza nasze racje. Gmina wciąż jednak pozostaje na stanowisku braku zasadności  nawet części roszczeń ESV. Zamierzamy spotkać się z przedstawicielami oławskiego samorządu, by znaleźć ostateczne rozwiązanie problemu nie tylko w zakresie finansowym, ale także organizacyjnym. Spółka ESV nadal bowiem dysponuje infrastrukturą na terenie stanowickiej strefy gospodarczej. Od jej działań i od dobrej współpracy z gminą          w dużym stopniu zależy dalszy rozwój tej strefy. Tak więc interes jest obopólny i gmina nie powinna uciekać od rozmów...
- Nie unikamy współdziałania z ESV - wyjaśnia wójt Wojciechowski. - Po prostu był okres urlopowy, który nie sprzyja prowadzeniu poważnych negocjacji biznesowych. Jesteśmy gotowi do rozmów - zarówno my, jak i wynajęta przez nas kancelaria prawna. Czekamy tylko na konkretną propozycję ze strony ESV co do terminu i miejsca ewentualnego spotkania...

Tekst i fot.: Krzysztof A. Trybulski
kat@gazeta.olawa.pl

**********************

25 Maja 2009

Energetyczne bankructwo?

- Przewidywałem taką sytuację - mówi Robert Padula

- To miał być kontrakt stulecia, a jak tak dalej pójdzie, to grozi nam finansowa katastrofa - mówi wójt Ryszard Wojciechowski. Chodzi o konsekwencje umowy, jaką w 2001 podpisała gmina Oława ze spółką Przedsiębiorstwo Usługowe Zespołu Elektrociepłowni Wrocław „Elektroservice”, działającą dziś pod nazwą Przedsiębiorstwo Energetyczne ESV SA

Gmina Oława   

ESV żąda milionów   

O sprawie pisaliśmy już kilkakrotnie. Przypomnijmy, że 6 czerwca 2000 gmina Oława podpisała z Zespołem Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja SA list intencyjny, określający zasady długoterminowej współpracy, której celem miała być dostawa energii elektrycznej dla oławskiej strefy gospodarczej w Stanowicach. 
Wiosną 2001 ówczesny wójt Jan Kownacki zorganizował nadzwyczajną sesję Rady Gminy, na której przekonywał radnych do współpracy z siechnicką firmą:           - To bardzo dobre rozwiązanie, będziemy mieli szybko i tanio zrealizowaną infrastrukturę, a dzięki temu pozyskamy nowych inwestorów.
Poza pojedynczymi głosami zwątpienia większość radnych zaakceptowała działania wójta i Zarządu Gminy. W efekcie 27 marca 2001 podpisano ramową umowę. Spółka „Elektroservice” (dziś ZEC ESV SA) zobowiązała się wybudować na własny koszt infrastrukturę elektroenergetyczną, służącą dostarczaniu energii elektrycznej z Elektrociepłowni Czechnica w Siechnicach do stanowickiej strefy rozwojowej i zapewnienia określonej wielkości mocy w poszczególnych latach.  Gmina Oława zobowiązała się do zapewnienia odbiorców dostarczanej energii, a w przypadku ich braku miała zapłacić rekompensatę dla ZEC ESV, w związku z nakładami, poniesionymi przez tę spółkę na budowę i utrzymywanie infrastruktury.    
18 listopada 2003 gmina Oława i spółka ESV podpisały dodatkowe porozumienie. Władze gminy potwierdziły w nim wykonanie przez ESV obowiązków, wynikających z zawartej wcześniej umowy oraz uprawnienie siechnickiej spółki do naliczania kar z tytułu niewywiązywania się gminy z zapewnienia odbioru energii, postawionej do dyspozycji.

Pierwsze żądanie i pierwszy proces

Wiosną 2004 firma z Siechnic po raz pierwszy zażądała od oławskiego samorządu gminnego zapłaty kary umownej. Chciała ok. 1,3 mln zł za niewywiązanie się samorządu z zapewnienia określonej wielkości odbioru energii w 2003 roku. Gmina odmówiła i spór przeniósł się na wokandę sądową. Proces we wrocławskim Sądzie Gospodarczym rozpoczął się 14 października 2004. Radca prawny Bogdan Brakoner, który reprezentował w sądzie gminę Oława, od początku był optymistą. - Nasza linia obrony poszła w kierunku udowodnienia, że cała ta umowa ze spółką ZEC ESV była nieważna - mówił nam wtedy. - Nie wnikając w to, kto i kiedy ją podpisywał, mogę powiedzieć, że na pewno jest niezgodna z przepisami prawa energetycznego oraz z ustawą o zamówieniach publicznych. Siechnicka spółka ma także inne grzechy na sumieniu - gdy podpisywała z nami umowę, nie miała koncesji na rozprowadzanie energii i zatwierdzonego taryfikatora cen. Otrzymała to dopiero w listopadzie 2004, a więc już wtedy, gdy toczył się proces.
Po kilku rozprawach i dwukrotnym odraczaniu ogłoszenia wyroku, sąd zrobił to dopiero 1 lutego 2005. Całkowicie podzielił w nim punkt widzenia obrony i oddalił pozew siechnickiej spółki. 

Apelacje i kasacje

ESV odwołała się od tego rozstrzygnięcia do wrocławskiego Sądu Apelacyjnego, który także oddalił pozew, utrzymując 16 grudnia 2005 w mocy wyrok sądu pierwszej instancji. Wydawało się, że spór został definitywnie zakończony i gmina uciekła spod finansowej gilotyny. Nic z tego. Prawnicy ESV złożyli wniosek kasacyjny w Sądzie Najwyższym, który rozpatrzył sprawę 15 maja 2007 i uchylił zaskarżony wyrok. W uzasadnieniu swojego rozstrzygnięcia Sąd Najwyższy stwierdził, iż Sąd Apelacyjny dopatrzył się w treści umowy postanowień właściwych umowie dostawy energii elektrycznej, jednak nie wskazał przesłanek usprawiedliwiających w sposób dostateczny taka ocenę. Ograniczył się tylko do zanegowania odmiennego stanowiska strony powodowej (spółki ESV), sprzeciwiającego się, ze względu na brak dokładnych uzgodnień co do ceny za zamówioną energię, kwalifikowaniu umowy, łączącej strony, jako umowy dostawy energii elektrycznej. Nie zwrócił przy tym uwagi na niejednoznaczność ustaleń faktycznych, przyjętych za podstawę zaskarżonego wyroku, w zakresie przesłanek istotnych dla oceny charakteru zawartej przez strony umowy. Zdaniem sędziów SN z ustaleń tych nie wynikało bowiem jasno, na jakie ostatecznie cele strona pozwana (gmina Oława), zawierając umowę, zaangażowała znajdujące się w jej dyspozycji środki publiczne, a brak w tym zakresie stanowczych i jednoznacznych ustaleń usprawiedliwiał zarzut niewłaściwego zastosowania przepisów ustawy o zamówieniach publicznych.

Najnowszy wyrok

Tak więc sprawa ponownie trafiła do Sądu Apelacyjnego, a stamtąd do Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Po kilku długich rozprawach wylądowała znowu w Sądzie Apelacyjnym, który  14 listopada 2008 wydał wyrok, obowiązujący do dziś. Rozstrzygnięcie jest niekorzystne dla gminy Oława.  Sąd zasądził od niej na rzecz spółki ESV kwotę 645.904,32 zł wraz z ustawowymi odsetkami, liczonymi od 16 lutego 2004 oraz 85.284,10 zł tytułem kosztów postępowania. Sąd nakazał też gminie zapłacić 32.295,50 zł tytułem kosztów postępowania apelacyjnego. Razem wyniosło to około 1,3 mln zł.
- Złożyliśmy wniosek do Sądu Najwyższego o kasację tego wyroku i czekamy na rozstrzygnięcie sprawy -  mówi wójt Ryszard Wojciechowski. - W pierwszych dniach marca tego roku komornik zdjął nam jednak z konta prawie cała zasądzoną dotąd kwotę. Problem w tym, że ESV żąda następnych kwot odszkodowawczych. Tylko za 2004 rok chce ponad 3 mln zł, a przed nami jeszcze kolejne lata i kolejne kary umowne. Razem może to być nawet około 10 mln zł, a nasz roczny budżet to około 41 mln zł. Mamy pewien pomysł na wyjście z trudnej sytuacji, ale najpierw musimy zaczekać na wyrok SN.  
- Chwytałem się różnych sposobów i metod, by zapobiec niekorzystnym dla gminy rozstrzygnięciom, ale sprawa jest, jak widać, bardzo skomplikowana - mówi Bogdan Brakoner, od kilku tygodni już były gminny radca prawny. - Wyrokowało w niej dotąd bodajże 17 zawodowych sędziów i wydawali bardzo sprzeczne decyzje. 
- Przewidywałem, że cała ta sprawa może się źle skończyć - mówi Robert Padula, były radny Rady Gminy Oława. Gdy kilka lat temu ujawnił prasie ukrywany przez wójta Kownackiego spór ze spółką ESV, został odwołany z funkcji przewodniczącego Rady Gminy.  

Bliscy bankructwa?

- W wyniku niewywiązania się gminy z obowiązków umowy z 27 marca 2001 ESV popadło w ogromne problemy finansowe, w efekcie których zlikwidowano ponad 100 miejsc pracy, wyprzedano prawie cały majątek i aktywa spółki, firma straciła płynność finansową i pozycję rynkową, a w końcu złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości - mówi  Dariusz Smereka z kancelarii adwokackiej „Lis i Partnerzy”, która reprezentuje w sporze spółkę ESV. - Na skutek drastycznych działań naprawczych i oszczędnościowych udało się pozyskać inwestorów, którzy uratowali spółkę i pozostałe miejsca pracy. ESV wielokrotnie podejmowało próby polubownego zakończenia sporu z gminą Oława w zakresie rekompensaty za szkody, poniesione przez przedsiębiorstwo. Gmina pozostawała jednak na stanowisku braku zasadności  nawet części roszczeń ESV. Doprowadziło to w końcu do skierowania sprawy do sądu. W tej sprawie nie ma jeszcze prawomocnego rozstrzygnięcia, w związku ze złożoną przez gminę skargą kasacyjną od niekorzystnego dla niej wyroku. Do czasu zakończenia  postępowania w tej sprawie nasz mandatariusz nie przewiduje składania pozwu o zapłatę dalszych roszczeń przez gminę.
Jak udało się nam ustalić, Sąd Najwyższy rozpatrzy wniosek kasacyjny gminy Oława najwcześniej w sierpniu tego roku...

Tekst i fot.: Krzysztof A. Trybulski
kat@gazeta.olawa.pl