Śmieci, śmieci i końca nie ma

 

Odyseja śmieciowej uchwały Rady Gminy Oława

Polemika do publikacji p.t. „Obniżyli opłaty śmieciowe” w wydaniu GP-WO nr 16/2012

Opisana w artykule Pani red. Wioletty Kamińskiej odyseja uchwały Rady Gminy Oława w sprawie śmieci pokazuje po raz już kolejny, jaką fatalną władzę mamy w gminie Oława. Niekompetencja i ignorancja wójta Jana Kownackiego i jego urzędników powala. Z kolei radni gminni, pozbawieni możliwości zasięgnięcia rady fachowców przy ocenianiu projektów uchwał, przygotowanych przez wójta i jego urzędników, głosują za przyjęciem kolejnych bubli, uchylanych później przez organy nadrzędne, albo narażających gminę na olbrzymie straty.

 

Radni mogą skorzystać z porady specjalistów

Radni nie są jednak aż tak bezradni, jakby się mogło wydawać, bowiem porozumienie z dnia 9 sierpnia 2012 r. zawarte przez Przewodniczącego Rady Gminy Oława z Zarządem Stanowicko-Marcinkowickiego Stowarzyszenia Mieszkańców, mówi m.in. w punkcie 4:

„Stowarzyszenie, posiadające w swoich szeregach fachowców z różnych dziedzin, zapewni Radzie Gminy Oława bezpłatne konsultacje z tymi fachowcami wg aktualnych potrzeb Rady Gminy.”

Radni jednak dotychczas nigdy nie skorzystali z tej możliwości, woląc uchwalać gnioty nadające się do kosza, bez żadnych zewnętrznych konsultacji, opierając się jedynie na zapewnieniach niekompetentnego wójta i jego niekompetentnych urzędników, chociaż w wypadkach uchwał zmieniających miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, mam bardzo poważne wątpliwości, czy to rzeczywiście jest tylko niekompetencja.

 

Wynagrodzenia i ilość gminnych urzędników

Do tego trzeba jeszcze dodać, że ci zupełnie nieprofesjonalni urzędnicy pobierają bardzo ale to bardzo profesjonalne wynagrodzenia. Wójt – ok. 12.000 zł miesięcznie, zastępca wójta – ok. 8.000 zł miesięcznie, skarbnik – ok. 10.000 zł miesięcznie, sekretarz – ok. 6.000 zł miesięcznie (źródło: BIP gminy Oława).

 

Urząd Gminy zatrudnia całą armię urzędników pochłaniającą olbrzymią część budżetu gminy na same tylko płace. Wójt Jan Kownacki obiecywał w kampanii wyborczej, że zmniejszy zatrudnienie w urzędzie. Mało tego, że oszukał wyborców i nie zmniejszył ilości urzędników, to teraz chce jeszcze zwiększyć stan zatrudnienia, bo, jak mówi, „dzięki Marcinkowicko-Stanowickiemu Stowarzyszeniu większość pracowników pracuje dziś dla NIK i CBA kserując dokumenty”. Przy stanie zatrudnienia ok. 50 samych tylko urzędników, według wójta Jana Kownackiego większość z nich stoi od kilku miesięcy przy kopiarkach i kseruje dokumenty dla kontrolujących.

 

Z kolei skarbnik gminy, Danuta Król, mówi, że w kwestii zatrudnienia nowych urzędników „nie chodzi o pieniądze”. Jasne, że nie o pieniądze chodzi, skoro gmina wydała na same tylko „dodatki inflacyjne” dla wykonawcy kanalizacji w gminie, firmie LITZ, ponad 4 miliony złotych (notabene prawem Kaduka, albo prawem pięści, jak kto woli), a w ogóle zapłaciła grubo ponad 30 mln zł za budowę kanalizacji, którą inne gminy w podobnym wymiarze budują za 17 – 18 mln zł, to te 200 300 tys. rocznie dodatkowo dla nowych urzędników, to przecież jakieś grosze, o których w ogóle nie warto mówić.

 

Według skarbnika gminy, Danuty Król, „obecni pracownicy są zawaleni robotą i nie poradzą sobie z nowymi obowiązkami”. Jeśli zważymy, że w samej tylko księgowości budżetowej gminy pracuje 8 osób, a w księgowości podatkowej dalsze 6 osób, to jasnym jest, że muszą pracować ponad wszelką miarę i nawet nie mają czasu zapalić papierosa na schodach urzędu.

 

Kto winien kontroli?

Jeśli już mówimy o kontroli NIK, to jest to cały czas ta sama kontrola, która trwa tak długo, ponieważ w miarę kontrolowania urzędu odsłania się coraz większe bagno. Jeśli mówimy o CBA, to nie jest to żadna kontrola, tylko szeroko zakrojone i trwające już ponad pół roku śledztwo w sprawie podejrzenia korupcji.

 

To nie stowarzyszenia mieszkańców (poza Stanowicko-Marcinkowickim działa jeszcze EKO-NATURA) są winne długotrwałej kontroli NIK i śledztwa CBA, jak twierdzi Jan Kownacki. Prawda jest taka, że przyczyną kontroli Najwyższej Izby Kontroli i śledztwa Centralnego Biura Antykorupcyjnego są kolejni wójtowie, ich urzędnicy i radni, którzy reprezentowali i po części dalej reprezentują interesy oligarchów, zamiast interesów mieszkańców gminy. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo już, że ustalenia NIK będą druzgocące dla administracji gminy, a śledztwo CBA najprawdopodobniej spowoduje postawienie kilku osób przed sądem karnym.

 

Kownacki ma dość mieszkańców

Wójt Jan Kownacki mówi „mam tego dość”. Jeśli ma dość mieszkańców, to powinien złożyć mandat wójta, a tak naprawdę, to mieszkańcy mają dość tego wójta. W ostatnim czasie już w kilku gminach w Polsce mieszkańcy odwołali wójtów, burmistrzów i całe rady. Najnowsze referendum z takim właśnie skutkiem odbyło się w Elblągu, gdzie mieszkańcy posłali do czorta prezydenta i całą Radę Miasta i to tylko z powodu „niekompetencji, arogancji i utraty zaufania mieszkańców” (Żródło: elblag24.pl, niezalezna.pl, PAP). Szczegóły np. na stronie: http://niezalezna.pl/40368-upadaja-bastiony-platformy albo http://www.elblag24.pl/fakty/85089-9501-za-odwolaniem-prezydenta-i-rady-miasta.html.

                                                                                  Dr Rolf Michałowski

 

A dla poparcia naszych obaw:

Śmieciowa katastrofa nadchodzi. Czy czeka nas Neapol w Polsce? Natychmiast wstrzymać ustawę śmieciową!

 

Centrum Neaopolu w 2011 r. Fot. YouTube
 

Śmieci to niesłychanie poważna sprawa, nawet władza może trafić na śmietnik. Trzeba natychmiast wstrzymać nieprzemyślaną, nieprzygotowaną i wielce kosztowną dla mieszkańców naszego kraju ustawę wprowadzającą, często wręcz księżycowe stawki i opłaty za wywóz śmieci.

Już za dwa miesiące grozi nam totalny bałagan, znaczące podwyżki usług, rozrost samorządowej biurokracji, a co gorsza całkiem realnie grozi zaproszenie do korupcji, ustawionych przetargów i nowych dzikich wysypisk – widoków niczym z Neapolu. Na śmieciach można zarobić kokosy. Przy obecnej ustawie będą fuchy dla swojaków, jak znalazł w dobie rosnącego bezrobocia. Sprawa rewolucji śmieciowej w postaci nowej ustawy cuchnie na odległość nowym kręceniem lodów, już nie na służbie zdrowia ale na zwykłych śmieciach.

Ta pseudo-reforma rządzącej obecnie koalicji, autorstwa posła PO T. Arkita spowoduje, że zapłacimy kolejny wysoki podatek, tym razem śmieciowy nazywany dla niepoznaki opłatą śmieciową. Wbrew deklarowanym intencjom Polska może utonąć w śmieciach, ustawa stwarza bowiem sprzyjające przesłanki dla ustawianych i tajnych przetargów dla kuzynów władzy i przyjaciół królika. Zagwarantuje też dla wybrańców, ale nie wybranych przez lokalną społeczność, zaprzyjaźnionych sortowni, spalarni i firm recyklingowych – gigantyczne zyski. My, mieszkańcy będziemy musieli segregować, płacić drożej, zdać się na wybór władzy samorządowej, po to, by inni mogli na tym dobrze zarobić.

Na blisko 2,5 tys. gmin, niewiele ponad 10 proc. jest naprawdę dobrze przygotowanych do odbioru posegregowanych śmieci i ich profesjonalnej utylizacji. Godzina zero nadchodzi – zostało zaledwie 60 dni –  wiele samorządów jest totalnie spóźnionych, co gorsza coraz więcej samorządowców, radnych widzi skalę zagrożeń i bezsens takiej reformy śmieciowej. Polacy mają dziś gremialnie znacznie poważniejsze problemy niż wypełnianie sążnistych kwestionariuszy śmieciowych przypominających arkusze PIT-37 z załącznikami. Samorządy mimo przerostów zatrudnienia dla celów ustawy śmieciowej już zatrudniają nowych urzędników. Autor ustawy poseł PO T. Arkit mówi nawet o potrzebie utworzenia specjalnego urzędu ds. śmieci na prawach ministerstwa – ot, taki Urząd ds. Regulacji Śmieci.

Zaledwie kilkanaście procent gmin w Polsce przebrnęło dotychczas przez projekty idiotycznych rządowych wytycznych i otworzyło procedury przetargowe. Ponieważ nie da się przy każdym kuble na śmieci czy pojemniku ustawić miejskiego strażnika czy śmieciowego policjanta, by sprawdzali kto segreguje, a kto nie, to władza liczy na wzmożoną, obywatelską i sąsiedzką czujność i donosicielstwo. Chodzi o to, żeby to sąsiad sąsiadowi zaglądał do śmieci, tym bardziej, że „życzliwych” u nas nie brakuje. Jak jeden nie segreguje to zapłacą za niego pozostali.

Ogromne zamieszanie i coraz większe wątpliwości panują w całej branży śmieciowej, protestują nawet firmy recyklingowe – główni beneficjenci tej ustawy, bo urzędnicy chcą mieć dostęp do faktur i rachunków firmy, monitorować ciężarówki w systemie GPS, a nawet życzą sobie czipowania pojemników na śmieci. Opłaty śmieciowe, które są ordynarnym podatkiem, są w wielu wypadkach horrendalnie wysokie, zwłaszcza w przypadku domów jednorodzinnych w miastach. Tu podwyżki sięgają nawet kilkuset procent.

Rząd dał ciche przyzwolenie samorządom na złupienie swych mieszkańców umożliwiając rabowanie poddanych, albowiem sam ma coraz bardziej pusty budżet państwa. Ustawa śmieciowa to ma być nowy sposób na ratowanie budżetów samorządowych. Przodują w tej materii oczywiście Prezydent Warszawy H. Gronkiewicz-Waltz z PO i Prezydent Gdańska P. Adamowicz, też z PO. A gra w dużych miastach idzie o setki tysięcy ton, w przypadku Warszawy blisko 1 mln ton odpadów i śmieci.

Najmocniej postanowiono uderzyć po kieszeni właścicieli domów jednorodzinnych, by dobrze zapamiętali wybraną władzę, mimo że to oni najczęściej do tej pory segregowali śmieci. Ten nowy podatek śmieciowy może się okazać bardzo dolegliwy i niesprawiedliwy dla rodzin wieloosobowych, wielodzietnych, w innych zaś zabójczy finansowo dla osób samotnych żyjących na nieco większej powierzchni. Zupełnym idiotyzmem wydaje się uzależnienie tej opłaty od ilości zużytej wody. Czyli mamy od Sasa do lasa. Wcześniej czy później Trybunał Konstytucyjny orzeknie niekonstytucyjność ustawy śmieciowej.

Ktoś jednak na tej dziwacznej ustawie super zarobi, bowiem posegregowane śmieci firmy wywożące sprzedadzą z dużym zyskiem firmom recyklingowym. Czyżby jak zwykle u nas, ktoś bardzo wysoko postanowił ukręcić lody, tym razem na śmieciach? Dziwny to kraj, żeby nie powiedzieć dziki kraj, gdzie przynajmniej teoretycznie możemy sobie wybrać tego, kto dostarczy nam prąd, całkiem praktycznie wybrać tego, kto dostarczy nam telewizję, Internet, usługę bankową, ubezpieczeniową czy medyczną, ale broń Boże nie tego kto wywiezie nam śmieci. Choć właśnie do teraz mogliśmy sami wybrać firmę odbierającą śmieci, często małą, solidną i tanią. Czyli było dobrze, ale władza postanowiła, że ma być lepiej, choć drogo i z ryzykiem dużych przekrętów.

Będą więc sypać się skargi, protesty i pytania do Regionalnych Izb Obrachunkowych i wojewodów, choć tak naprawdę obywatel nie ma gdzie skutecznie się odwołać. Wracają czasy komuny, bowiem ustawa śmieciowa autorstwa rządu PO-PSL nie przewiduje specjalnego trybu odwołań od uchwał Rady Gminy. Piszcie, rodacy, na Berdyczów.

Warto mimo wszystko buntować się przeciwko temu bałaganowi kompetencyjnemu, bo może nas czekać prawdziwy horror, zmowy cenowe, rozrost biurokracji i słone rachunki. Taka ustawa jak obecna raczej przysłuży się nie tyle czystości, co powstaniu prawdziwej mafii śmieciowej i widokom rodem z Neapolu. Lepiej wcześniej wycofać się z totalnej amatorszczyzny i niebezpiecznej głupoty, niż trafić na śmietnik zaufania społecznego i legislacyjnej kompromitacji.

Źródło: wpolityce.pl - Janusz Szewczak, Główny Ekonomista SKOK