Władza atakuje mieszkańców

Wobec braku rzeczowych argumentów i nieskuteczności piętrzonych przed nami barykad formalno-prawnych, władza gminy przystąpiła do ataku na mieszkańców posługując się czystą demagogią i propagandą sukcesu. Celem tych ataków jest  próba podważenia autorytetu zarządu Stowarzyszenia.

Oto nasze odpowiedzi na demagogiczne listy otwarte sołtysów i radnych:

 

Odpowiedź zarządu Stowarzyszenia  

 

Radni Gminy Oława i sołtysi atakują stowarzyszenie mieszkańców

 

Polemika Stanowicko-Marcinkowickiego Stowarzyszenia Mieszkańców z listem otwartym sołtysów Gminy Oława opublikowanym w wydaniu „Gazety Powiatowej – Wiadomości Oławskie” z dnia 21 marca 2013 r.

 

 

Wydawałoby się, że list sołtysów Gminy Oława, opublikowany w pierwszym dniu wiosny, powinien nieść wiosenną odnowę, budzenie się skostniałych struktur gminnych do nowego życia. Jednak nic z tego. Z listu zionie tylko mrozem. Nie ma w tym liście ani nawet powiewu nadziei na zmiany na lepsze losu mieszkańców Stanowic i Marcinkowic, ani też nawet śladu troski o mieszkańców.

Wydawałoby się też, że to zupełnie przecież niezależni, od wójta i od Rady Gminy i dlatego oczywiście całkowicie obiektywni sołtysi bronią Urzędu i Rady Gminy przed atakami niesfornych mieszkańców, co to gminie tylko szkodzić by chcieli.

Tak by się mogło wydawać, gdyby nie fakt, że aż trzech z podpisanych pod listem sołtysów, jest jednocześnie radnymi Rady Gminy, współodpowiedzialnymi za to, co wyprawia wójt, bo wójt bez zgody Rady Gminy niewiele może wskórać. Rada Gminy jest współodpowiedzialna za wszystkie nieprawidłowości w Urzędzie Gminy, bo albo głosowała za przyjęciem uchwał sankcjonujących te nieprawidłowości, albo nie reagowała we właściwy sposób na skargi i uwagi mieszkańców.

Sołtysi i radni stawiają naszemu stowarzyszeniu cały szereg zarzutów dotyczących jednak li tylko „sposobu działania” stowarzyszenia. W dyskusję merytoryczną nie wdają się w ogóle, bo przecież nie chodzi im o załatwienie problemów mieszkańców, tylko o sprawienie wrażenia, że nasze stowarzyszenie jest be i nie jest godne udzielanego mu przez mieszkańców poparcia.

Skąd ta nagła troska sołtysów, a właściwie radnych i sołtysów o opinię wójta i Rady Gminy, tak ponoć bezlitośnie zszarganą przez nasze stowarzyszenie? Ano stąd, że, wobec betonu wójta i rady, mieszkańcy zostali zmuszeni do podjęcia zdecydowanych kroków w obronie swoich praw. Trzeba więc zadbać o czarny pijar dla stowarzyszenia mieszkańców, żeby, zamiast dyskutować o tym, co wójt i rada spaprali, dyskutować o tym, jakie to okropne metody stosuje stowarzyszenie mieszkańców.

My jednak jesteśmy najwyraźniej ulepieni z zupełnie innej gliny, bo podejmiemy merytoryczną dyskusją z sołtysami i radnymi na temat postawionych nam zarzutów i tak:

 

„Afery”

Jeśli wójt, rażąco łamiąc prawo, wycina kilka hektarów życiodajnego dla mieszkańców lasu (naturalna strefa ochronna oddzielająca osiedle mieszkaniowe od trującej i smrodzącej strefy przemysłowej, a także tereny rekreacyjne), a gmina jest za ten czyn karana przez starostę grzywną w wysokości ponad miliona złotych, to to jest afera i to gigantyczna i tylko tak to można nazwać, bo są to stwierdzone fakty. Gdzie byli sołtysi i radni, jak do tego dochodziło?

Jeśli wójt, za aprobatą Rady Gminy, sprzedaje dalsze hektary lasu po 5,- złotych za metr kwadratowy, miejscowym oligarchom, po czym wydaje zgodę na bezpłatną wycinkę tego lasu i zaraz po tym zmienia kwalifikację tego terenu na budowlany, pod zabudowę wielorodzinną, mający teraz wartość przynajmniej 60,- złotych za metr kwadratowy, plus darmowe dla oligarchy uzbrojenie terenu z budżetu gminy, to to jest również gigantyczna afera i to są fakty. Gdzie byli sołtysi i radni, jak do tego dochodziło? Nie wystosowali wówczas listu otwartego do wójta?

Jeśli wójt buduje kanalizację gminną wartą najwyżej 20 milionów złotych, ale wykonawcy płaci ponad 30 milionów złotych, to to również stanowi gigantyczna aferę, a otwarte jest jedynie pytanie, czy i kto personalnie stanie za to przed sądem karnym. Gdzie byli sołtysi i radni, jak do tego dochodziło?

Jeśli wójt, za aprobatą Rady Gminy, buduje potężną strefę przemysłową bezpośrednio obok dużych osiedli mieszkaniowych w zabudowie jednorodzinnej, to to jest też niebywała afera, a stwierdzone już fakty zachorowań okolicznych mieszkańców na choroby spowodowane trującymi wyziewami zakładów tej strefy, w tym choroby absolutnie śmiertelne, nie pozostawiają tu żadnych wątpliwości. Gdzie byli sołtysi i radni, jak do tego dochodziło?

Jeśli wójt, za aprobatą Rady Gminy, zawiera umowę z inwestorem, z której się później nie wywiązuje, przez co rujnuje tego inwestora, a potem gmina musi płacić wielomilionowe odszkodowania temu inwestorowi, to to też jest gigantyczna afera i inaczej tego nazwać nie można. Gdzie byli sołtysi i radni, jak do tego dochodziło?

Zainicjowane przez nas kontrole i śledztwa nie mają na celu tylko te fakty jeszcze raz potwierdzić, lecz pociągnąć do odpowiedzialności służbowej i karnej osoby za to odpowiedzialne. Włączone zostały jednocześnie różne służby ze względu na bardzo szeroki wachlarz nieprawidłowości i odpowiednie właściwości rzeczowe tych służb.

 

Najpierw mieszkańcy chcieli po dobremu

Trzeba w tym miejscu wyraźnie powiedzieć, że zanim nasze stowarzyszenie wyszło z tymi sprawami do mediów, do centralnych organów kontrolnych i do centralnych organów ścigania, mieszkańcy od lat interweniowali u wójta, w Radzie Gminy i w organach bezpośrednio nadrzędnych, bez absolutnie żadnego skutku. Nawet miejscowa prokuratura nie mogła się jakoś dopatrzeć cech przestępstwa niedopełnienia obowiązków, czy chociażby wykroczenia, choć dowody są niezbite.

Mieszkańcy mieli tego dość, zorganizowali się i podjęli kroki, które w tej sytuacji były niezbędne.

 

Wizerunek Urzędu Gminy

Sołtysi i radni zarzucają nam, że nasze interwencje wpływają na wizerunek całego Urzędu Gminy. Sołtysi i radni najwyraźniej nie przyjrzeli się dokładniej naszym pisemnym interwencjom i informacjom do mediów. Gdyby to zrobili, stwierdziliby, że kierujemy zarzuty zawsze przeciwko konkretnym osobom, a nawet występowaliśmy z wnioskami o zwolnienie niektórych konkretnych urzędników. Jeśli poprzez skandaliczne działania wójta, jego urzędników (przecież wójt sam nie pisze ani zarządzeń, ani projektów uchwał) i dużej części radnych, cierpi na tym wizerunek całego Urzędu Gminy, to winnymi takiego stanu rzeczy są wójt, jego urzędnicy i radni, a nie mieszkańcy, którzy wobec ignorowania ich żywotnych interesów zorganizowali się i dochodzą swoich praw informując o tym media i organy centralne.

Urząd Gminy, to nie jest święta krowa, której wszystko wolno i wara ją krytykować. Praca w Urzędzie Gminy jest służbą społeczeństwu, a nie przywilejem, jak to sobie niektórzy wydumali.

 

Marcinkowicki „Orlik”

Kością niezgody między olbrzymią większością mieszkańców gminy a bardzo niewielką grupą mieszkańców Marcinkowic jest świeżo wybudowany za ciężkie pieniądze stadion piłkarski „Orlik” w Marcinkowicach. Jest to kolejny, po wściekle drogiej luksusowej hali sportowej w rodzinnej wsi wójta Jana Kownackiego, Gaci, bardzo kosztowny obiekt sportowy.

Sęk w tym, że mieszkańcy generalnie nie mają nic przeciwko obiektom sportowym, także drogim i luksusowym, jednak zanim kupi się luksusowy samochód, trzeba najpierw zadbać o to, żeby w domu było ciepło, widno i żeby rodzina miała co jeść. Najpierw trzeba zadbać o elementarną infrastrukturę osiedli mieszkaniowych, jak utwardzone i oświetlone ulice zamiast ciemności i zwałów błota, oświetlone i bezpieczne przystanki autobusowe, czy chociażby utrzymanie istniejącej zieleni, a dopiero po tym myśleć o sportowych luksusach. Tak Marcinkowice, jak i przyległe do nich bezpośrednio Stanowice, miały już stadiony piłkarskie, więc nie był to żaden deficyt.

Poza tym nie jest prawdą, że mieszkańcy gminy codziennie korzystają z tego „Orlika”. Wręcz przeciwnie, mieszkańcy skarżą się nam, że przeważnie stoi pusty i nie można na niego w ogóle wejść. Za to nocą „Orlik” jest zawsze tak rzęsiście oświetlony, że łunę nad Marcinkowicami widać już z daleka.

 

Oświetlenie przystanków autobusowych

Jak na przekorę, przystanki autobusowe przy bardzo ruchliwej i niebezpiecznej ul. Wrocławskiej w Marcinkowicach, toną w iście egipskich ciemnościach, choć interwencji w tej sprawie u wójta i w Radzie Gminy było już wiele.

I znowu będziemy musieli uruchomić media i organy centralne, żeby mieszkańcy i ich dzieci, nie narażali codziennie zdrowia i życia na nieoświetlonych przejściach dla pieszych przy tych przystankach. I zrobimy to, czy to się Panom sołtysom i radnym podoba, czy nie.

 

Uprzedzenie inwestora

Sołtysi i radni zarzucają nam, że uprzedziliśmy potencjalnego inwestora (Firma PolMont z Godzikowic) przed zakupem gruntów w Stanowicach położonych przy rzece Oławie i w ogóle przed robieniem interesów z wójtem Kownackim. Tak faktycznie było. Uprzedziliśmy inwestora, ale dla dobra gminy i dla dobra tego inwestora. Wójt Kownacki już pokazał, jak się rujnuje inwestora i jak bardzo na tym cierpi gmina, o czym była mowa wyżej. W tym wypadku dodatkowo sprawa dotyczy gruntów mających w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego przeznaczenie terenów lasów i dolesień, a ten inwestor potrzebuje gruntów pod budowę elektrowni słonecznej, a nie terenów chronionych ustawą o ochronie przyrody i przepisami o ochronie terenów strefy ochronnej ujęcia wody pitnej dla miasta Wrocławia, jakim jest rzeka Oława. Wójt najwyraźniej zapomniał go o tym uprzedzić.

 

Kłopoty radnych i sołtysów z czytaniem

Nie możemy pojąć, jak krytyka finansów gminy może być „sensacją popularyzującą stowarzyszenie”, które taką krytykę podejmuje. To już jest demagogia najcięższego kalibru. Wszystkie nasze zarzuty mają poparcie w dokumentach publikowanych na naszej stronie internetowej, do której widać zaglądali również radni i sołtysi, powołując się na nią w sprawie liczby mieszkańców zorganizowanych w naszych strukturach. Radni i sołtysi mają jednak najwyraźniej bardzo poważne kłopoty z czytaniem, bo pisząc o wielkości stowarzyszenia podali w swoim liście liczbę 28 członków, powołując się na naszą stronę internetową. Jednak na naszej stronie internetowej nie ma takich danych, jest jedynie opublikowana lista członków-założycieli stowarzyszenia, których zresztą jest 26 a nie 28.

Radni i sołtysi jakoś nie zostali poinformowani przez ich spiritus movens, że przedłożyliśmy Urzędowi Gminy listę około setki mieszkańców, którzy upoważnili nas do działania w ich imieniu. Lista ta rośnie prawie z każdym dniem.

 

Stowarzyszenie musi wyręczać radnych i sołtysów

Nasze stowarzyszenie wykonuje pracę, którą powinni wykonywać radni i sołtysi, wybrani przez mieszkańców na pełnione przez nich funkcje. A wybrani zostali wyłącznie po to, żeby reprezentowali interesy miejscowej społeczności, co solennie ich wyborcom obiecywali. Zawiedli na całej linii, czego niezbitym dowodem jest powołanie do życia naszego stowarzyszenia. Gdyby stanęli na wysokości zadania, to nasze stowarzyszenie, z aktualnymi celami statutowymi, nie byłoby nikomu potrzebne. Jak widać, zamiast chronić interesów mieszkańców, radni i sołtysi chronią wójta i innych radnych przed gniewem mieszkańców zlekceważonych przez wójta i przez Radę Gminy.

Ten otwarty demagogiczny atak radnych i sołtysów na nasze „sposoby działania” świadczy jedynie o tym, że sposoby te są skuteczne i że miejscowe władze będą wreszcie musiały zacząć liczyć się z wolą i z ważnymi potrzebami mieszkańców.

 

Nieudolna próba osłabienia poparcia stowarzyszenia

Jeśli radni i sołtysi mieli nadzieję, że ich list osłabi nasze poparcie wśród mieszkańców, to się bardzo pomylili. Mieszkańcy Stanowic i Marcinkowic są wściekli na Urząd Gminy i mają dość traktowania ich przez ten urząd jak intruzów. Mają dość brodzenia w błocie po ciemku chcąc dojść do własnych domów, mają dość niszczenia samochodów chcąc dojechać do własnych domów, mają dość dewastacji ich środowiska naturalnego, mają dość wyprowadzania majątku gminy za grosze, mają dość trucia ich przez zakłady przemysłowe zbudowane tuż za ich płotami i mają dość arogancji wójta i jego niektórych urzędników, a także bezradności radnych.

Jak piszą radni i sołtysi, nie akceptują oni naszych form działania. Wobec faktu, że mieszkańcy, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, nie akceptują tych radnych i sołtysów, nie ma żadnego znaczenia co ci radni i sołtysi akceptują lub nie.

 

Zarząd i Komisja Rewizyjna Stanowicko-Marcinkowickiego Stowarzyszenia Mieszkańców

Dr Rolf Michałowski
mgr Jarosław Kochutek
mgr inż. Renata Ziobrowska
mgr AdamParys
Krzysztof Kraus
Dorota Gudaniec
mgr Beata Kulesza

 

 

Komentarze

Avatar
Gość
Gratuluję Stowarzyszeniu trafnej riposty. Ten rak toczy niestety nie tylko Gminę Oława. Dotyczy to również gmin ościennych. Jesteście dobrym przykładem jak się zabierać do sprawy. Raz jeszcze wielkie gratulacje i powodzenia.
Dodano dnia: 28.03.2013 12:32:04

 

 

************

A to list grupy mieszkańców do Redakcji "Powiatowej", niekonsultowany z zarządem Stowarzyszenia:

„Pamiętajcie, że podstawowym powołaniem człowieka jest: być człowiekiem”
/ks. kardynał Karol Wojtyła/

Odpowiedź na list sołtysów gminy Oława pt. „Nie atakujcie Gminy”, opublikowany w „GP-WO” (numer 12/2013)

Nie niszczcie nam naszej „Arkadii”

Drodzy przedstawiciele mieszkańców wsi gminy Oława!

Początek historii Gminy Wiejskiej Oława sięga końca II wojny światowej. Pierwsi mieszkańcy zaczęli osiedlać się w okolicznych wioskach już w 1945 roku. Najczęściej byli to nasi dziadowie. W latach 60., 70. i 80. ubiegłego wieku mieszkańcy okolic Oławy za wszelką cenę chcieli przeprowadzić się do miast, między innymi do Oławy. W latach 90. ponownie zatęskniliśmy do uroków wiejskich krajobrazów. Do ciszy, czystego powietrza, wspaniałej zieleni i spokoju, z dala od miejskiego gwaru i zgiełku. Z dala od smrodu fabryk, toksyn, spalin.

Szukaliśmy wyjątkowych miejsc, gdzie moglibyśmy odnaleźć ową sielskość. Sądziliśmy, że odnaleźliśmy naszą „Arkadię”, gdy pracownicy Urzędu Gminy Oława zaczęli zachwalać i zachęcać do kupna działek budowlanych na terenach dawnego lotniska wojskowego w otoczeniu zieleni i z wizją terenów rekreacyjnych. Rozpoczął się okres próby zaadaptowania się do reguł panujących w gminie wiejskiej Oława.

Przełom nastąpił latem 2002, gdy w ramach przekształcenia planu zagospodarowania przestrzennego teren otrzymał status strefy przemysłowej. Po powrocie z urlopów, właściciele działek zostali zaskoczeni nowa sytuacją. Nikt nas nie uprzedził, że nasza „Arkadia” może się zmienić w obszar przemysłowy. Jednak to nie to zjawisko było zwrotnym elementem oceny intencji Gminy wobec nowych mieszkańców. Rozpoczęliśmy rozmowy, aby nam wyjaśniono nową sytuację. Pragnęliśmy ciszy i spokoju. Gmina obiecywała, że zmiany w żaden sposób nie zaszkodzą naszej stabilizacji. Zostały złożone kolejne obietnice, że inwestycje poprawią byt mieszkańców nowego osiedla, powstanie infrastruktura. Gwarantowano nam, że zmiany nie będą uciążliwe dla mieszkańców. Wierzyliśmy w obietnice, bo dlaczego ktoś chciałby nas oszukać?

Upływały kolejne miesiące i lata, a sytuacja tylko się pogarszała, my natomiast zaczęliśmy eskalować nie tylko nasze potrzeby, ale niespełnione obietnice. Wtedy zaczął wyłaniać się prawdziwy, czyli „negatywny” obraz - jak to sami napisaliście w liście - gminy Oława.

Na początku usłyszeliśmy, że mamy „ kosmiczne” wymagania  („trzeba się było na księżycu wybudować”) oraz że Gmina nie ma obowiązku informowania bezpośredniego o zmianie planu zagospodarowania. Nawet, jeżeli nie ma, to troska o dobro mieszkańca Gminy powinna nakazywać przekazywanie wszelkich wiadomości- dobrych i złych. To nasze domy, nasze „miejsce na Ziemi”, więc dlaczego ma się tu dziać coś bez naszego udziału. Urzędnicy Gminy nie zajmują się jakimiś sprawami, to są nasze sprawy, nasze życie i problemy! To przecież są nasi przedstawiciele, którzy nas reprezentują w Gminie- nasze interesy, nasze dobro. Stanowisko Gminy, z którym spotykamy się na każdym kroku odczytujemy jako brak dobrej woli.

Staraliśmy się nawiązać nić porozumienia, wypracować wspólny kompromis. Słaliśmy pisma, stawialiśmy pytania, proponowaliśmy rozwiązania. Wszyscy byli jednak tak bardzo zajęci, że nie mieli czasu odpowiedzieć na nasze pisma. Kiedy pytania były zadawane w trakcie bezpośredniego kontaktu, pracownicy gminy udzielali nam odpowiedzi pomiędzy jednym a kolejnym ugryzieniem bułki. Kiedy pojawialiśmy się w gminie, zachowanie niektórych urzędników było nieprofesjonalne. Tratowano nas jak intruzów: były krzyki, arogancja i bezduszność. Na negatywny wizerunek gminy zapracowali sami urzędnicy oraz wójtowie. Jeden chciał zostać magistrem, a drugi widział demokrację przez prymat niewłaściwie zdobywanych głosów. Urzędnicy mają służyć obywatelom. Skończyły się czasy, że petent czapkował w urzędzie! Obecnie to urzędnik powinien podnieść się z krzesełka na widok petenta. To dzięki mieszkańcom gminy urzędnik ma pensję.

Sołtysi i radni są wybierani przez mieszkańców. Mają w pierwszej kolejności dbać o dobro wszystkich wyborców, potem mogą realizować wizję rozwoju gminy zaproponowaną przez wójta i zgodną z jego obietnicami wyborczymi. Wielokrotnie rozmawialiśmy z radnymi i sołtysami o naszych potrzebach. Obiecywali, że nam pomogą. Do tej pory cisza. Dobrze jest radzić, jeżeli sprawa nas nie dotyczy. Pokiwać głową, powiedzieć: „Współczuję, ale Was urządzili”. Zastanawiamy się, gdzie podziało się zrozumienie i empatia? Przed kolejnymi wyborami na pewno się odnajdzie! Kto raz został oszukany, drugi raz dmucha na zimne i my to robimy. Sprawdzamy, prosimy organy państwowe o kontrolę, bo takie mamy prawo. Będziemy w dalszym ciągu patrzeć na ręce tym, którzy mają obowiązek dbać o dobro mieszkańców.

Polityka wójta Kownackiego świadczy o tym, że nie liczy się ze zdaniem mieszkańców, ponieważ nadal sprzedaje działki pod zakłady. Powstawanie kolejnych fabryk będzie potęgowało hałas i emisję szkodliwych substancji. Wójt chce sprzedać inwestorom teren i pozbyć się problemu. Gdy na tym terenie powstanie zakład, który nie przestrzega norm, wójta to już nie interesuje. To nie jest jego własność, a my, mieszkańcy, możemy dochodzić swoich praw w sądzie. Kogo na to stać? Kto odpowiada za taki stan? To wy -sołtysi, radni i wójt. Jan Kownacki stwierdził: „Od smrodu nikt nie umarł!”. Nie zgadzamy się z taką ludowa mądrością! Tak może stwierdzić tylko ten, kto nie wącha smrodów i może otworzyć okna w upalne lato, bo wpełzający do domu smród nie przyprawia o zawrót głowy i mdłości. Nie po to przeprowadziliśmy się na wieś, żeby wąchać przemysłowe smrody! Przewidywaliśmy, że czasami zapachnie nam gnojówka, obora, ale nie marzyliśmy o fetorze przemysłowym. Walczymy o niedopuszczenie do skażenia chemicznego Lizawic, Siedlec, Zakrzowa, Jankowic, Marcinkowic i Stanowic.

Być może niektórzy są tym zdziwieni, Dlaczego? Otóż wielokrotnie w zakładach na tym terenie interweniowała straż chemiczna. Gdyby doszło do pożaru lub wybuchu, skażenie będzie miało ogromny zasięg. Doprowadzi to do zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców, a także do ewakuacji ludności. Wiatr nie wieje tylko w Stanowicach i w Marcinkowicach. Skażenie dosięgnie wielu terenów.

W innych rejonach Polski - np. Lubinie czy Wałbrzychu - mieszkańcy, którzy żyją w sąsiedztwie obszarów przemysłowych, w pierwszej kolejności maja zbudowaną całą infrastrukturę i są traktowani ze zrozumieniem i szacunkiem. Niektóre rejony przemysłowe zapewniają mieszkańcom darmową dodatkową opiekę medyczną (my tego nie wymagamy).

Stanowice położone przy strefie gospodarczej wyglądają jak krajobraz księżycowy. Brak chodników, dróg, oświetlenia, oznakowania wjazdów do strefy dla tirów, które wjeżdżają do wsi, łamiąc przepisy ruchu drogowego, pogłębiają stawy na drogach, są niebezpieczne dla naszych dzieci, które brodzą w błocie do szkoły. Niemal przez cały rok nasze dzieci przychodzą do domu brudne, ochlapane przez auta i mają zniszczone buty.

Dla członków stowarzyszenia bardzo ważną rolę odgrywa rozwój gminy. Chcemy, aby tworzyły się nowe miejsca pracy, ale lokalizacja fabryk powinna być przemyślana. Nie powinno się sprzedawać działek pod budowę mieszkaniową, a potem tworzyć strefy przemysłowe, bo to rodzi niepokoje społeczne. Jeżeli taka jest polityka gminy, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby nowe fabryki powstały w Gaci, Bystrzycy, Janikowie, Gaju Oławskim, Godzikowicach, Godzinowicach, Jaczkowicach itd. Będzie to zgodne z obecna polityką wójta.

Sołtysi! Zajmijcie się obroną mieszkańców przed taką polityką gminy!!!

Członkowie Stanowicko- Marcinkowickiego Stowarzyszenia Mieszkańców

Nazwiska i adresy znane Redakcji "Gazety Powiatowej - Wiadomośco Olawskie"

 

 

A to odpowiedź Zarządu Stowarzyszenia na list Radnej Mirosławy Księżopolskiej

 

Radni Gminy Oława próbują odwrócić kota ogonem

 

W odpowiedzi na list radnych do naszego Stowarzyszenia, zatytułowany

„Zły to ptak, co własne gniazdo kala…”

opublikowany w wydaniu „Powiatowej” z dnia 28 marca 2013 r. zaczniemy od najważniejszego, a mianowicie od zadłużenia gminy.

My, mieszkańcy Gminy Oława, zrzeszeni w zaatakowanym przez radnych stowarzyszeniu, pytamy naszych radnych, jak to jest możliwe, że gmina, która w ciągu kilkunastu ostatnich lat sprzedała kilkaset hektarów gruntów pod przemysł i pod zabudowę mieszkaniową, ma dzisiaj 45 procentowe, czyli kilkudziesięciomilionowe zadłużenie? Jak to jest możliwe, Szanowna Pani Demokratycznie Wybrana Radna, że taka gmina w ogóle ma jakieś zadłużenie?

Gdzie podziały się te dziesiątki milionów złotych uzyskane ze sprzedaży gruntów? Gdzie podziewają się podatki płacone przez kilkadziesiąt potężnych zakładów przemysłowych osiadłych na terenie gminy, bo przecież tylko kilka z nich należy do Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej? Gdzie podziewają się podatki płacone przez mieszkańców?

Mamy rozejrzeć się wokół i „zamiast negatywnych stron, poszukać pozytywów”. Rozglądamy się i co widzimy?

Ano widzimy kilkadziesiąt fabryk wybudowanych tuż przy dużych osiedlach mieszkaniowych. Fabryk, które trują mieszkańców i zajmują miejsce obiecanych wcześniej mieszkańcom terenów rekreacyjno-wypoczynkowych,

widzimy ulice osiedlowe, które na miano ulic w ogóle nie zasługują, a nawet nazwa drogi gruntowe jest dla nich zbyt pobłażliwa, bo są one błotno-kraterowymi torami przeszkód, podczas gdy drogi dojazdowe do fabryk są wybudowane zgodnie ze sztuką budowlaną, włącznie z kanalizacją deszczową.

widzimy egipskie ciemności na osiedlach mieszkaniowych, a nawet na newralgicznym i bardzo niebezpiecznym skrzyżowaniu z przystankami autobusowymi w Marcinkowicach, podczas gdy tereny fabryk i dróg dojazdowych do fabryk są rzęsiście oświetlone,

widzimy całe hektary karczowiska po pięknym lesie, który stał tu jeszcze trzy lata temu,

widzimy, jak dalsze hektary lasu i krzewów padają ofiarą masowej wycinki,

widzimy, jak wójt, otoczony podniesionymi w głosowaniu rękami większości Wielce Szanownych Demokratycznie Wybranych Radnych, zamienia kolejne tereny zielone na przemysłowe itd. itp.

Jakoś w żaden sposób nie możemy doszukać się żadnych pozytywów. Chyba, że te luksusowe obiekty sportowe, jak hala sportowa w rodzinnej wsi wójta, czy nowiutki „Orlik” w innej wsi, tylko po co komu te kwiaty, jak wazonu nie ma?

Miejsca pracy, owszem dobra sprawa, ale to przecież nie gmina stworzyła te miejsca pracy, tylko prywatni inwestorzy, niestety kosztem zdrowia i prawa mieszkańców do godnego mieszkania.

Ludzie, którzy osiedlają się na wsi, budując tam swoje domy, oczekują ciszy, spokoju, zieleni i czystego powietrza, a nie miejsc pracy za płotem, bo te mają w pobliskim mieście.

Kanalizacja i wodociąg, to przecież absolutne minimum infrastruktury niezbędnej na terenach osiedli mieszkaniowych. Za chwilę pewnie usłyszymy: „a mieszkańcy gminy mają prąd, a dawniej go przecież nie mieli”, to dopiero pozytywy.

Widać, że autorka listu (wszytkich ?) radnych do stowarzyszenia, Radna Mirosława Księżopolska, ma wprawę w przykrywaniu niewygodnej prawdy propagandą sukcesu.

Widać, że ma również nieźle opanowane sianie nienawiści do przywódców społeczności, która się zorganizowała i skutecznie dochodzi swoich praw.

Jednak chyba przeceniła swoje umiejętności, bo mieszkańcy nie dają się na to nabrać, czemu dali wyraz w swojej odpowiedzi na opublikowany ostatnio list otwarty sołtysów do naszego Stowarzyszenia. Odpowiedź ta, zupełnym przypadkiem, stała się bardzo adekwatną odpowiedzią również na Jej list i nawet została umieszczona w „Powiatowej” bezpośrednio pod Jej listem.

Aby nam jednak znowu nie zarzucono, że rzucamy gołosłowne oskarżenia pod adresem wójta, niektórych jego urzędników i większości radnych, odpowiadamy poniżej po kolei na pytania zadane przez Radną Mirosławę Księżopolską:

  • Grupa mieszkańców, która popiera działania władz stowarzyszenia i identyfikuje się z nimi, jest już tak duża, że jeśli ta Rada Gminy w ogóle wytrwa do końca tej kadencji, to w najbliższych wyborach już radną Pani nie zostanie, choćby nawet sam Wójt Kownacki użył swoich, znanych miejscowej ludności, metod kształtowania demokratycznych wyborów.
  • Nikt z naszego Stowarzyszenia nie nazwał Rady Gminy „spędem”, jak Pani błędnie twierdzi. Spędem został nazwany spęd wszystkich komisji Rady Gminy (tzw. wspólne posiedzenie komisji, które powinny pracować oddzielnie) na dzień przed sesją, mający na celu „przekonanie” radnych do głosowania na sesji za przyjęciem projektów uchwał przedłożonych przez wójta i do niezadawania na sesji żadnych niewygodnych pytań. Dotyczyło to ponadto poprzedniej kadencji Rady Gminy, po stwierdzeniu, że komisje, włącznie z Komisją Rewizyjną, „istnieją jedynie na papierze” – cytat z publicznego wystąpienia ówczesnego członka Komisji Rewizyjnej, Witwickiego. Pozwoliła sobie Pani tutaj na przekręcenie faktów na potrzeby Pani demagogicznych celów.
  • Czyżby niektórzy radni nie czuli się odpowiedzialni za uchwały, za których przyjęciem jawnie głosują i czy uważają, że ich nazwiska mają być utajnione?
  • Każdy obywatel ma ustawowy obowiązek zawiadamiania organów ścigania, jeśli stwierdzi, że istnieje podejrzenie możliwości popełnienia przestępstwa. Czy Radna Mirosława Księżopolska chciałaby postawić wójta poza prawem? Czy może chciałaby zakazać mieszkańcom wypełniania ich ustawowego obowiązku zawiadamiania organów ścigania o podejrzeniu możliwości popełnienia przestępstwa?
  • Radna Mirosława Księżopolska najwyraźniej już zapomniała, jak wójt, z czynną pomocą radnych, doprowadził dużego inwestora (ESV Siechnice) do ruiny i że gmina teraz musi płacić za to wielomilionowe odszkodowania? Ostrzeżenie nowych inwestorów przed podobną wpadką jest naszym obowiązkiem i leży tak w interesie gminy jak i potencjalnego inwestora.

Nasuwa się tu zatem pytanie, kto tutaj „własne gniazdo kala”? Kalają mieszkańcy, którzy czując się oszukani przez kolejnych wójtów i kolejne Rady Gminy, zorganizowali się i dochodzą swoich praw, czy kalają ci, którzy zadłużyli gminę i niszczą mieszkańcom środowisko naturalne?

Jaką „naszą wspólnotę” ma na myśli Radna Mirosława Księżopolska, bo chyba nie wspólnotę całej społeczności gminy. Czy chodzi tu może o wspólnotę sitwy niektórych miejscowych polityków i oligarchów? Bo jeśli chodzi o tę drugą, to rzeczywiście działanie naszego Stowarzyszenia jest skierowane przeciwko rozwojowi takiej wspólnoty.

Co do współpracy naszego Stowarzyszenia z Radą Gminy, to współpraca taka rzeczywiście została zawiązana, jednak dopiero bardzo niedawno, po zawarciu odpowiedniego porozumienia z Przewodniczącym Rady Gminy Oława, Panem mgr. Dariuszem Witkowskim. Pierwsze wspólne projekty są już wdrażane, chociaż bardzo, bardzo wolno.

Odnosząc się do apelu Radnej Mirosławy Księżopolskiej do naszego Stowarzyszenia, o „współdziałanie oraz o merytoryczną, rzeczową i oparta na faktach dyskusję”, oświadczamy, że nie będziemy współdziałać ani w zadłużaniu gminy, ani w dewastacji naszego środowiska naturalnego, ani w zaniedbywaniu elementarnych infrastrukturalnych potrzeb mieszkańców. Wszystkie nasze interwencje są bardzo merytoryczne, rzeczowe i oparte na faktach. Takie centralne instytucje, jak Najwyższa Izba Kontroli, czy Centralne Biuro Antykorupcyjne, nie podejmują żadnych działań, jeśli zawiadomienia nie są merytoryczne, rzeczowe i oparte na faktach, a podjęły intensywne i szeroko zakrojone działania i je nadal prowadzą.

Dyskusja wójta z mieszkańcami ostatnio polega wyłącznie na permanentnym odmawianiu udzielania informacji publicznej, co zaowocowało kilkoma skargami mieszkańców do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Dyskusję z wieloma radnymi też można śmiało porównać do rzucania grochem o ścianę. Dlatego mieszkańcy zadbają o to, żeby w następnych wyborach wójtem i radnymi zostały osoby, którym dobro i wola mieszkańców leżą na sercu.

Jeśli się mylimy, to wójt i niektórzy radni powinni wymienić sobie społeczność gminy na inną, która nie będzie się upominać o swoje prawa, a broń Boże krytykować wójta, czy uchowaj Boże, krytykować radnych. No bo jak Polak może krytykować „wójta, pracowników gminy i radnych wybieranych przez społeczeństwo w demokratycznych wyborach”? Nie wolno mu!

Swoją drogą, zagadką pozostanie, jak Radna Mirosława Księżopolska wpadła na to, że pracownicy gminy też są wybierani w demokratycznych wyborach. To pewnie też jakaś „stara mądrość ludowa” Radnej Mirosławy Księżopolskiej.

I jeszcze jedno. List Radnej Mirosławy Księżopolskiej, podobno napisany w imieniu wszystkich radnych, wcale nie jest skierowany do naszego Stowarzyszenia, ponieważ nie został do Stowarzyszenia w ogóle wysłany. Został wysłany jedynie do Redakcji „Powiatowej”. Już sam tylko ten fakt świadczy o nieczystych zamiarach Wielce Szanownej Demokratycznie Wybranej Radnej Mirosławy Księżopolskiej.

 

                                                                                Za Zarząd

                                                                 Stanowicko-Marcinkowickiego
                                                                  Stowarzyszenia Mieszkańców
                                                                            w Stanowicach

 

Stanowice, 04 kwietnia 2013 r.                        Dr Rolf Michałowski